9.

 

WTOREK, 26 WRZEŚNIA 2017

20:07

 

Zoll o skróceniu kadencji prezesa SN: Węgry musiały płacić odszkodowanie

– Prezes Gersdorf również dotyczy kwestia przedłużenia do 70 roku roku życia i ona ma do tego prawo. Tutaj wchodzi zagadnienie, że Konstytucja stwierdza że I prezes SN jest wybierany na 6-letnią kadencję. Tu należy odwołać się do wyroku w Strasburgu, który uznał takie skrócenie kadencji urzędującego prezesa SN Węgier za niezgodne z Konstytucją i Węgry musiały płacić odszkodowanie – mówił Andrzej Zoll w rozmowie z Moniką Olejnik w „Kropce nad i” TVN24.

19:29

 

Kuchciński: Ustawy PAD zostaną sprawdzone pod kątem zgodności z prawem UE i Konstytucją

– Zostaną odesłane [projekty prezydenckie] do ekspertów, którzy sprawdzą czy są prawidłowe przygotowane pod kątem legislacyjnym, zgodności z prawem UE i merytorycznym, także zgodności z Konstytucją. Mogą się pojawić wątpliwości, wówczas w trakcie rozmów czy konsultacji z Kancelarią Prezydenta te wątpliwości będą rozwiązywane. Generalnie jestem dobrej myśli. Dlatego że trudno mi sobie wyobrazić żeby którakolwiek ze stron zainteresowanych w przygotowaniu i w pracach nad reformą wymiaru sprawiedliwości – w tym sądownictwa – miała złe intencje. Natomiast rzeczywiście problem tkwi w szczegółach – mówił Marek Kuchciński w Wilnie.

18:12

 

Schetyna: Obecność Polaków na ulicach może być decydująca

– Dzisiaj przychodzi ten czas, że – podobnie jak w lipcu – te emocje będą silne i właśnie obecność Polaków na ulicach może być tutaj decydująca co do przyszłości tych złych ustaw – mówił Grzegorz Schetyna na konferencji.

300polityka.pl

Misiewicz Brudziński i jego prostacka wizja historii

Misiewicz Brudziński i jego prostacka wizja historii

   26 września 2017

Prostactwo PiS –  tych Misiewiczów – ma się coraz lepiej, a Polsce jest coraz gorzej.

Problem z Jarosławem Kaczyńskim i jego partią zasadza się na tym, że nie powinni nigdy zaistnieć w polityce. Bliźniacy z Żoliborza zaistnieli dzięki Lechowi Wałęsie, wcześniej byli znani z tego, że nie byli znani. Wałęsa dla własnych potrzeb wyciągnął ich za uszy, chciał mieć swoje zaplecze – konkurencyjne do takich tuzów osobowościowych, jak Bronisław Geremek, Adam Michnik czy Tadeusz Mazowiecki.

Tak wyciągnięty za uszy – króliczek Wałęsy – Jarosław Kaczyński od razu nabrał ambicji. Nie miał żony, nie miał domu, bo mamusiny to nie dom stworzony własnymi rękoma – więc musiało mu pójść w jakieś ambicje, w jakieś uszy.

Kaczyńskiego uszami – wobec braku ogólnych – stała się polityka. Nie potrzeba mieć specjalnych walorów osobowościowych, wiedzy szczególnej i ogólnej, ale można nauczyć się knuć w polityce.
Kaczyński niczego nie stworzył, zawsze pasożytował, acz wiedział, aby rosnąć w siłę, potrzebny do tego jest coraz większy organizm – najpierw partia (jak jedna upadnie, zakłada się drugą), a najlepszy do pasożytowania jest organizm największy – państwo, Polska.

Właśnie widzimy to stadium ostatnie. Prezes PiS Kaczyński jest pre-figurą Misiewicza, jest pre-Misiewiczem. Rok 1989 roku dla Misiewiczów jak Kaczyński był zaczątkiem idealnym, wszystko się zawaliło. Organizm Polski można było zacząć pacyfikować, zawłaszczać.

Wcale nie przesadzam z opisem prezesa PiS, jego odpowiednikami w literaturze są grafomani. Ci piszą z powołania, mają łatwość pisania, piszą, co im ślina na język przyniesie. Kaczyńskiemu ciągle na język przyniesiona jest grafomania retoryczna, taki jego pypeć. A to patriotyzm, Polska we wszelkich odmianach deklinacji i koniugacji, a jak komuś się nie spodoba – i zapyta za Juliuszem Słowackim: jaka Polska (polscy pisarze zawsze dystansowali się do takich grafomanów patriotyzmu, jak Kaczyński) – prezes PiS obrzuca wówczas swoim produktem organoleptycznym: kanaliami, gorszym sortem, mordą zdradziecką, gestapo etc.

To jest ta słynna już retoryka głoszona z taboretu na Krakowskim Przedmieściu. I tacy ludzie garną się do Kaczyńskiego. Wokół Kaczyńskiego aż się roi od ludzi bez właściwości, bez umiejętności. PiS to zbiór klonów Misiewiczów, powiększający się z chwilą dorwania się do koryta, obsiedli Polskę i na niej pasożytują.

Za dużo nie chcę pisać o prezesie Kaczyńskim, który nie „zasługuje” na większą ekspozycję narracyjną. Wspomnę o jednym Misiewiczu Kaczyńskiego, postaci bez żadnych zasług, a która sobie uwiła szczególne miejsce do pasożytowania – o Joachimie Brudzińskim.

Kto to zacz? Co onże wniósł do dobra wspólnego, oprócz trajlowania w sposób szczególnie nieprzyjemny estetycznie tych samych myśli „własnych”, które wyprodukowane zostały przez PR-owców na Nowogrodzkiej. Brudziński był łaskaw zamieścić w internecie takie oto spostrzeżenie o naszych zachodnich sąsiadach Niemcach: – „Wielu z pouczających dzisiaj w Niemczech polityków czy dziennikarzy, jak ma wyglądać w Polsce demokracja, to ich wnukowie”. Oczywiście, ten wyrób pisowski – Brudziński – nie miał na myśli Willego Brandta, Tomasza Manna czy Bertolda Brechta. Katarzyna Kolenda-Zaleska nazywa wypowiedź Brudzińskiego prostacką wizją historii. Tak! Tylko na takie prostactwo stać tego Misiewicza PiS.

Misiewicz Brudziński to taki sam spadkobierca, jak ci, których chciałby spostponować, odżegnać. Polscy nacjonaliści i faszyści w tamtym czasie lat 30-tych mieli podobną siłą w narodzie, jak naziści w Niemczech, jak dzisiaj PiS – 30 kilka procent.

Niemieckim nazistom nie było po drodze z polskimi nacjonalistami – tylko do Zaolzia. Dzisiaj podobne umizgi Misiewicze PiS robią do Marine Le Pen, do liderów niemieckiego AfD. To są te klony historyczne, które się odradzają. Prostactwo PiS –  tych Misiewiczów – ma się coraz lepiej, a Polsce jest coraz gorzej. Za długo nie potrwamy, gdy organizm Polski będzie toczyć taki liszaj, taki pasożyt, jak partia Kaczyńskiego.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Kolejna afera Misiewiczów? Kontrowersyjne stanowiska w IPN

26/09/2017, Piotr Lipiński

fot. flickr/P.Tracz

Jedną z największych pokus, jakie ciążą na rządzących, jest możliwość decydowania o obsadzaniu tysięcy stanowisk w instytucjach publicznych. Wizja ustawienia kolegów, którzy w stosownym momencie się odwdzięczą lub po prostu spłata politycznych długów zbyt często okazuje się przerastać zdrową relację, która powinna brzmieć „stanowisko na miarę kompetencji”. Afera Bartłomieja Misiewicz pokazała, jakie mogą być rezultaty obsadzania istotnych funkcji przez osoby bez wykształcenia i przygotowania. Wydaje się jednak, że nie zniechęca ona wielu ludzi środowiska Prawa i Sprawiedliwości od kontynuowania nieprzejrzystych praktyk zatrudnienia.

Kolejna aferą Misiewiczów może okazać się Instytut Pamięci Narodowej.

Białostocki oddział IPN przyjmuje bowiem na istotne stanowiska ludzi bez wykształcenia historycznego, których jedynym umocowaniem w dziedzinie, którą Instytucja ma profesjonalnie realizować, jest “bycie pasjonatami”. Tak zatem starszym specjalistą IPN został Bogusław Łabędzki, dawniej katecheta i co istotne, radny PiS. Starszym inspektorem została nawet osoba bez tytułu magistra. W rozmowie z Nowinami Podlaskimi dyrektor Białostockiego Oddziału IPN argumentował decyzję następująco:

„– Zarówno pan Łabędzki, jak i pani Chmielińska od lat zajmują się badaniem lokalnej historii. Łabędzki otrzymał nawet nagrodę „Świadka historii”. Poza tym z pana Łabędzkiego mam większy pożytek niż z niektórych doktorów historii. Zajmuje się grzebaniem w aktach i szukaniem zapomnianych miejsc pochówków, a czytać potrafi każdy”.

Dyrektora wspiera poseł PiS Dariusz Piontkowski, który widzi w Instytucie przestrzeń, poza historykami i prokuratorami, także dla amatorów i pasjonatów.

Zatem pojawia się pytanie, czy środowisko PiS dokonało rewolucyjnego odkrycia w polityce kadrowej, czy mamy do czynienia z kolejną aferą?

IPN pełni ważną misję historyczną, w której kwestią niezwykłej wagi jest rzetelność. W historii bardzo często pozory mylą, występują sprzeczne wersje między różnymi źródłami, historyk musi być ekspertem w odsiewaniu prawdy od wyprodukowanej przez całe dzieje ludzkości fake news. Z tego właśnie powodu ciągle zmieniane są podręczniki historii, ponieważ historyk jest naukowcem, musi podważać, wątpić w to co obowiązuje, szukać ciągle nowych dowodów i odrywać zaginioną wiedzę. Wykształcenie uniwersyteckie stanowi w świecie cywilizacji zachodniej gwarancję, że dana osoba została zapoznana z podstawowym warsztatem, ale i rolą pracy historyka. Amatorzy i pasjonaci niczym znachorzy w medycynie swoją bezkrytycznością i brakiem warsztatu umożliwiającego rozeznanie, nawet przy dobrej wierze, mogą łatwo popełnić błąd. Z tego powodu posiadanie certyfikowanych kwalifikacji powinno być dla IPN istotne.

Dyrektor ma oczywiście rację, ze zdarzają się sytuacje, że pasjonaci mogą wnieść większy wkład w branże niż absolwenci studiów, wiele zależy od motywacji, której niestety wielu absolwentom studiów brakuje. Dzisiejsze czasy społeczeństwa innowacyjnego i informacyjnego to także powolny spadek znaczenia akademickich dyplomów. Jednak instytucja publiczna nie może kierować się niesprawdzonymi kryteriami. Jeśli PiS chce zatrudniać amatorów w państwowych instytucjach, to faktycznie miejsce dla nich może się znaleźć, ale w wymagałoby to wprowadzenia obiektywnej formy oceny kompetencji zawodowych. W przeciwnym razie jest to tylko kolejny przykład zawłaszczania państwa i rozdawania stołków znajomym królika.

Źródło: fakt.pl

crowdmedia.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS