Igor Stachowiak, 16.10.2017

Czy historia zatacza koło?

Bodnar o przesłuchaniu Igora Stachowiaka: to były tortury

Sprawy Grzegorza Przemyka i Igora Stachowiaka dzieli ponad 30 lat, ale można doszukać się wielu podobieństw.

Rok 1983 – stan wojenny został wprawdzie zawieszony, ale na ulicach Warszawy nadal aż roiło się od patroli milicyjnych i wojskowych. 12 maja Grzegorz Przemyk wraz z kolegami świętował na Starym Mieście w Warszawie zdaną maturę. Grupka wesołej młodzieży zwróciła uwagę jednego z patroli. Na swoje nieszczęście Grzegorz nie miał przy sobie dokumentów i wraz z kolegą, Cezarym Filozofem, został z Placu Zamkowego zabrany na komisariat MO przy ul. Jezuickiej. Tam brutalnie go bito, głównie w brzuch, żeby nie zostawiać śladów. Gdy młody chłopak stracił przytomność, milicjanci wezwali karetkę pogotowia, która odwiozła go do siedziby Pogotowia Ratunkowego przy ul. Hożej. Świadkowie, którzy znajdowali się wówczas w stacji pogotowia zeznawali, że Przemyk sprawiał wrażenie nieprzytomnego, był wyciągany z windy za nogi.

Z pogotowia syna odebrała matka, Barbara Sadowska. Ponieważ jego stan pogarszał się, wezwała karetkę do domu, ale lekarz dokonał bardzo pobieżnych oględzin Grzegorza i nie stwierdził żadnego poważnego urazu. Następna karetka pogotowia przyjechała po kilku godzinach i zabrała go do szpitala, w którym stwierdzono bardzo poważne obrażenia jamy brzusznej. Mimo operacji, którą przeprowadzili lekarze Leszek Karpiński, Filip Grzejszczyk oraz Marek Bagniewski (ten ostatni zeznawał później o sprawie w angielskim parlamencie), Grzegorz zmarł po dwóch dniach od pobicia. Na ratunek było już za późno, obrażenia okazały się śmiertelne.

Rok 2016 – Igor Stachowiak został zatrzymany 15 maja 2016 roku na rynku we Wrocławiu. Po wyrzuceniu z jednego z wrocławskich klubów kręcił się po Starym Mieście, co pokazał uliczny monitoring. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności – ze względu na swoją posturę i fryzurę jest podobny do niejakiego Mateusza Frontczaka, który kilka dni wcześniej uciekł policjantom. Dyżurny komendy wysyła na rynek patrol, który ma go zatrzymać i zmazać „plamę” z policji.

Przy aresztowaniu Igor stawia opór, który wynika również z tego, że najprawdopodobniej jest pod wpływem substancji psychotropowych. Policjanci wzywają pomoc, dopiero we czterech go obezwładniają, używając paralizatora, zostaje zakuty w kajdanki, po czym zostaje przewieziony na komisariat.

W międzyczasie na rynku powstaje zbiegowisko, dwóch świadków wydarzeń nagrywa interwencję telefonami komórkowymi, zwracając uwagę, że policja nadużywa siły wobec zatrzymywanego. Zaraz po zabraniu Stachowiaka, dyżurny wysyła patrole również za nimi. Obaj zostają zatrzymani i przewiezieni na komisariat, bez podania żadnych przyczyn. Trafiają do tego samego pokoju, w którym przetrzymywany jest Stachowiak, skuty kajdankami i siedzący na ziemi. – „Policjanci śmiali się ze mnie, żartowali sobie, że reporter się znalazł” – powiedział potem jeden z nich. Gdy odmówił poddaniu się badaniu alkomatem, został pobity w toalecie. Potwierdził to jeszcze jeden świadek, zatrzymany tego dnia pod zarzutem wyłudzenia. Powiedział też, że sam został pobity, kiedy wyszło na jaw, że podczas przesłuchania podał fałszywe dane.

1983/84 – od samego początku komunistyczne władze prowadziły działania dezinformacyjne, mające na celu odwrócenie uwagi od milicji i zrzucenie winy na lekarzy i sanitariuszy, którzy rzekomo mieli pobić w karetce Grzegorza Przemyka. Tuszowaniem sprawy zajęli się funkcjonariusze Biura Śledczego MSW, a do konsultacji (w celu dezinformacji i oczerniania ofiar oraz świadków) SB zaangażowała profesora psychologii Włodzimierza Szewczuka oraz dr. płk. Józefa Borgosza. Kolega Grzegorza, Cezary Filozof oraz jego rodzina, byli nękani i zastraszani przez SB i zmuszani do składania zeznań na korzyść milicjantów.

W rezultacie tych działań w grudniu 1983 r. winą obciążono sanitariuszy oraz lekarkę, którzy wieźli Przemyka z domu do szpitala. Tę wersję wydarzeń potwierdzono w zakończonym w 1984 r. procesie w wyniku nacisków Czesława Kiszczaka, który nakazał w pisemnej notatce: „Ma być tylko jedna wersja śledztwa – sanitariusze”. Milicjanci Ireneusz Kościuk i Arkadiusz Denkiewicz zostali uwolnieni od zarzutów. Po śledztwie prowadzonym przez prokurator Ewę Chałupczak i milicjanta Jacka Ziółkowskiego skazano dwóch sanitariuszy, w tym Michała Wysockiego oraz lekarkę Barbarę Makowską-Witkowską, która przesiedziała w więzieniu trzynaście miesięcy. Według Wysockiego, zmuszono go do przyznania do winy groźbami zabicia rodziny. Zostali oni zwolnieni w wyniku amnestii.

2016/17 – „Panowie policjanci powiadomili nas, że syn został pomylony z osobą poszukiwaną z młodym człowiekiem i spadł z krzesła i nie żyje” – powiedział w TVN ojciec Igora Stachowiaka. – „Robiono wszystko, byśmy go nie zobaczyli. Mówiono, że trwają czynności – taki był komunikat od pani prokurator” – mówił. Ciało syna, mimo że mówiono mu, że „najlepiej, żeby go nie oglądał”, zobaczył dopiero następnego dnia tuż przed sekcją zwłok. – „Nie wyglądał normalnie. Nie był to upadek z krzesła. Był bardzo mocno pobity. Zrobiłem zdjęcia. Bałem się, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan”.

Pierwszą wersją wydarzeń, którą przedstawiła policja ojcu Stachowiaka miało być, wedle jego słów, że „syn spadł krzesła” na komisariacie, i to tak nieszczęśliwie, że poniósł śmierć…
Po opublikowaniu w TVN filmu o torturowaniu Stachowiaka (do czego wrócimy), w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej odbyła się 22 maja pilnie zwołana narada, w której uczestniczyli m.in. Kaczyński, Błaszczak, Zieliński i Beata Kempa. Jak twierdzą posłowie PO, natychmiast po jej zakończeniu szefowa KPRM udała się służbowym samochodem do Oleśnicy, w której zawitała do komendy powiatowej policji (pracowali w niej uprzednio funkcjonariusze z Wrocławia). Potwierdzeniem tego jest opublikowane w internecie zdjęcie, na którym widać Kempę wysiadającą z samochodu przed komendą.

1984 – po zakończeniu procesu i wydaniu wyroków po myśli MSW Czesław Kiszczak przyznał nagrody pieniężne jego funkcjonariuszom za „ujawnienie wobec opinii publicznej rzeczywistej prawdy”.

2016 – w grudniu 2016 roku, już po śmierci Stachowiaka, Kokornaczyk otrzymał awans na szefa komendy w mieście, a Kokot na jego pierwszego zastępcę. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że obaj pochodzą z Sycowa – rodzinnej miejscowości Beaty Kempy.

Zamiast epilogu…

W maju 2017 r. TVN pokazała wstrząsające nagrania torturowania przez policjantów Stachowiaka przy pomocy tasera. Ma on wbudowaną kamerę, która włącza się przy każdym użyciu urządzenia – to ten rejestrator pozwolił, przynajmniej częściowo, ustalić przebieg wydarzeń na komendzie. Choć zgodnie z prawem, policjanci nie mogą używać paralizatora względem osoby, która jest już zakuta w kajdanki, (a tak było w przypadku Stachowiaka) użyto go co najmniej trzy razy, po pięć sekund, chociaż wiadomo, że nawet jedno długie, pięciosekundowe użycie stwarza poważnie niebezpieczeństwo dla zdrowia zatrzymanego.

19 czerwca 2017 r. Komenda Główna Policji wydała komunikat, w którym zaznaczyła, że „funkcjonariusze [prowadzący postępowanie dyscyplinarne po śmierci Igora Stachowiaka – przyp. JK] widzieli film z tasera, ale nie wyciągnęli z tego właściwych wniosków, ani też nie poinformowali o tym. Stąd też brak wiedzy o nagraniu między innymi u Komendanta Głównego Policji i jego zastępców”.

Później w programie TVN Patryk Jaki stwierdził, że „policja ostatecznie podjęła dobrą decyzję. Osoba za to odpowiedzialna straciła pracę. Komendant główny policji przeprosił za to zachowanie. Policja nie miała łatwej roli, dlatego że prokuratura prowadziła dłużej postępowanie, bo rodzina pana Stachowiaka prosiła o to, aby zlecać kolejne opinie biegłych. A opinie biegłych w Polsce trwają, to są przyczyny formalne. Ojciec pana Stachowiaka mówił, że był we wszystkich pracach prokuratury, na wszystkich przesłuchaniach i jest zadowolony z pracy prokuratury”.

Patryk Jaki odpowiedział też na pytanie, dlaczego czynności wobec policjantów podjęto dopiero po emisji materiału w telewizji: – „Ja rozumiem, że pewnym problemem dla policjantów mogło być to, że nie mieli pewności co do tego, że sama śmierć nastąpiła w wyniku użyciu tasera, ponieważ pierwsza i druga opinia biegłych na to nie wskazywały”– wykoncypował wiceminister.

– „Ja rozumiem, że każdego z nas może to spotkać”, takie padło tu zdanie” – stwierdził potem Jaki w dyskusji. – „Muszę na to odpowiedzieć: nie, nie każdego z nas może to spotkać. Dlaczego? Pan Stachowiak po przewiezieniu na komisariat po prostu bił się z policjantami regularnie, kiedy dawali mu polecenia. Tak wynika z materiałów” – podkreślił. Na nagraniu, które upubliczniła TVN widać jednak wyraźnie, że Igor Stachowiak został skuty kajdankami przed przewiezieniem do komisariatu.

Później wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, w innym programie TVN, konsekwentnie pytany przez dziennikarza o przemoc pokazaną na filmie, najpierw kluczył, ale w końcu był zmuszony wydusić z siebie: – „To nie byli policjanci, to byli bandyci w mundurach”…

Dopiero po roku od śmierci Stachowiaka, na skutek opublikowania przez TVN tego materiału szef MSWiA odwołał między innymi dolnośląskiego wojewódzkiego komendanta policji oraz szefa komendy miejskiej we Wrocławiu Dariusza Kokornaczyka i jego pierwszego zastępcę, Jerzego Kokota.

Pod koniec maja nowy komendant nadinspektor Tomasz Trawiński poinformował, że wszczęto administracyjną procedurę prowadzącą do zwolnienia pięciu funkcjonariuszy komendy miejskiej i komisariatu Wrocław-Stare Miasto, a postępowanie dyscyplinarne obejmie policjanta wyjaśniającego tę sprawę oraz odwołanych komendantów miejskich.

Najpierw jednak jeden z policjantów, Łukasz R., już następnego dnia po reportażu wyjechał do sanatorium w Cieplicach, bo sobie biedaczek, podobno ze stresem nie mógł poradzić. Jego kolega, Adam W. uwił sobie w międzyczasie gniazdko w Żandarmerii Wojskowej, z której został 15 września„przeniesiony do rezerwy kadrowej Dyrektora Departamentu Kadr MON”, gdy sprawa o jego nowej pracy wyszła na jaw.

Pytania bez odpowiedzi

Z opisanych powyżej wydarzeń jasno wynika, że PiS chciał najprawdopodobniej, mówiąc kolokwialnie, „ukręcić łeb” sprawie. Bo czy o czymś innym świadczy rok ciszy i kompletnego zastoju w sprawach śledztwa? Czy gdyby nie emisja w telewizji filmu z torturowania Igora sprawa w ogóle zostałaby w jakikolwiek sposób wyjaśniona? Ot, może za kilka miesięcy ukazałby się jakiś komunikat, że przyczyną jego śmierci była np. niewydolność nerek, serca, płuc (niepotrzebne skreślić), spowodowana zażyciem substancji narkotycznych, albo cokolwiek innego? Czy czasem nie mieliśmy w tym przypadku do czynienia ze swego rodzaju zmową milczenia, mającą ukryć rzeczywisty rozwój wypadków na komisariacie policji? Bo jak inaczej rozumieć skandaliczne wypowiedzi wiceministra Jakiego – że nie informowali przełożonych, bo „(…) nie mieli pewności co do tego, że sama śmierć nastąpiła w wyniku użyciu tasera(…)?

Czyż nie jest ukrywaniem dowodów to, co przyznaje sama Komenda Główna, że „funkcjonariusze [prowadzący postępowanie dyscyplinarne po śmierci Igora Stachowiaka] widzieli film z tasera, ale nie wyciągnęli z tego właściwych wniosków, ani też nie poinformowali o tym”.

W jakim celu po audycji TVN odbyła się w siedzibie PiS zwołana naprędce, żeby nie powiedzieć w panice, narada, po której Beata Kempa natychmiast pojechała do Oleśnicy? Czy przypadkiem nie dla uzgodnienia jakiejś wspólnej linii obrony policjantów, „przypadkowo” pochodzących z Sycowa, miasta Kempy? Chyba tylko ciemny lud Kurskiego uwierzy, że był to czysty zbieg okoliczności. Aż boję się pomyśleć, że w tej naradzie mogło chodzić również o jakieś skandaliczne naciski na prokuraturę…
Jakim cudem wydalony z policji funkcjonariusz znajduje natychmiast pracę w Żandarmerii Wojskowej? Nikt nie sprawdza kandydatów do niej, przyjmują kogo popadnie, wprost z ulicy?

Dlaczego policja ścigała, zatrzymała i brutalnie potraktowała świadków aresztowania Stachowiaka, karząc potem jednego z nich 500 zł mandatem, a sprawę drugiego kierując do sądu? Czyż nie jest to próba zastraszenia na przyszłość wszystkich, którzy dokumentują w miejscu publicznym pracę policji? Było to działanie całkowicie bezprawne – nie ma żadnego zakazu filmowania policjantów w takich sytuacjach.

Dlaczego Patryk Jaki wprost się kompromituje, mówiąc, jak to ojciec Igora był zadowolony z pracy prokuratury, skoro ten w TVN mówił zupełnie coś innego? Dlaczego kłamie, że Stachowiak bił się z policją na komisariacie, skoro był skuty kajdankami i siedział bądź leżał na podłodze?

Panu wiceministrowi trzeba przy okazji poświęcić kilka słów, odnosząc się tylko do jego dwóch wypowiedzi: – „Za Rimini dla tych bydlaków powinna być kara śmierci. Choć dla tego konkretnego przypadku przywróciłbym również tortury”„Zatrzymanie islamizacji to moje Westerplatte. Nigdy się w tej sprawie nie cofnę – choćbym miał wylecieć na zawsze z polityki”.

Takie wypowiedzi nie przystoją zupełnie funkcjonariuszowi wymiaru sprawiedliwości i świadczą co najmniej o emocjonalnym rozchwianiu Patryka, co może rodzić poważne konsekwencje. Otóż wyobraźmy sobie, że Polska stara się np. o ekstradycję jakiegoś przestępcy do naszego kraju. I wtedy jego adwokat cytuje słowa pana Jakiego i dodaje, że w wypadku ekstradycji jego klient będzie narażony na tortury i śmierć. Takie same argumenty mogą paść, jeśli delikwent będzie muzułmaninem – bo przecież wiceminister mówi wyraźnie, że nie cofnie się przed „zatrzymaniem islamizacji”

Zresztą w ogóle pisowscy namiestnicy w Ministerstwie Sprawiedliwości czują się bardzo pewnie, nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności za nic. Chciałbym w tym kontekście przypomnieć sprawę min. Ćwiąkalskiego, który podał się do dymisji po samobójstwie w więzieniu Krzysztofa Pazika, jednego ze skazanych w sprawie śmierci Krzysztofa Olewnika. Na ministra rozpoczęły niewiarygodną nagonkę wszystkie pis-bolszewickie gadzinówki, czyniąc go de facto odpowiedzialnym za tę śmierć. – „Oddałem się do dyspozycji pana premiera i pan premier przyjął moją rezygnację, uznając, że jest to najlepsze w tej aktualnej sytuacji” – powiedział wówczas Ćwiąkalski po godzinnym spotkaniu z szefem rządu.

O ile się nie mylę, w ostatnim czasie miało miejsce kilka samobójstw w więzieniu (co prawda mniej „medialnych” niż w przypadku Pazika), a jedna z aresztantek zmarła, bo nikt nie chciał jej udzielić pomocy. Czy któryś z obecnych ministrów albo wiceministrów rozważał podanie się z tego powodu do dymisji?

Na koniec opinia na temat wydarzeń we Wrocławiu Borysa Budki, byłego ministra sprawiedliwości w rządzie PO. – „Minister Zieliński wiedział kilka tygodni po tych wydarzeniach, że użyto niezgodnie z prawem paralizatora. Wiceszef MSWiA mówił o tym podczas posiedzenia komisji. Co więcej, Zieliński mówił w Sejmie, że wszczęto wszystkie możliwe procedury, że trzy komórki badają tę sprawę. Mariusz Błaszczak oszukał ojca Igora Stachowiaka, mówiąc, że ta sprawa zostanie niezwłocznie wyjaśniona. Mariusz Błaszczak oszukał także opinię publiczną składając takie same deklaracje. Co się stało? Miesiąc po tych tragicznych wydarzeniach, szef komisariatu awansuje na wiceszefa komendy miejskiej policji we Wrocławiu. A to rodzi pytanie, czy znajomości z politykami PiS nie sprawiły, że zamiast wyjaśnić te sprawę, robiono wszystko, by zamieść ją pod dywan? To najważniejsze pytanie. Dlatego, że pojawiają się nazwiska polityków PiS na Dolnym Śląsku, chociażby szefowej kancelarii pani premier, czyli poseł Beaty Kempy, która pochodzi z Sycowa, i dwóch policjantów, którzy uzyskują bardzo szybki awansem po przejęciu przez PiS władzy, którzy są odpowiedzialni za to, co dzieje się we Wrocławiu. To są policjanci właśnie z Sycowa – jak się mówi – sąsiedzi Beaty Kempy”.

Dodał jednakże, że „nie wie, czy to prawda, ale to powinno zostać niezwłocznie wyjaśnione. Czy prawdą jest, że osoba, której głos słyszeliśmy na tych nagraniach, osoba wydająca polecenia niezgodnego z prawem zatrzymywania świadków zdarzenia, którzy na telefonach komórkowych nagrywali te bulwersujące zdarzenia, to, jak policjanci zatrzymywali tego człowieka, że osoba wydająca te polecenia, dyżurny komendy Wrocław – Stare Miasto, również nie został do tej pory ukarany? Co więcej, czy prawdą jest, że dyżurny ten, dziwnym trafem jest policjantem pochodzącym z Sycowa? Czy prawdą jest, że osoba wydająca te polecenia została awansowana i w tej chwili jest dyżurnym komendy miejskiej policji we Wrocławiu?”

koduj24.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS