Bożena Chlabicz-Polak , 13.11.2017

Dzieci lepszego Boga na Marszu Niepodległości

Odbył się Marsz Niepodległości. „Patriotyczny” (o czym świadczyły dresy i szturmówki w barwach narodowych, a też dumnie prezentowane falangi i swastyki) tłum, którego liczebność ocenia się na 30-60 tysięcy, szedł przez miasto wygrażając wszystkim wrogom polskiej wolności. Jako to: „czerwonej hołocie”, imigrantom, innowiercom, ze szczególnym uwzględnieniem wyznawców islamu oraz w ogóle wszystkim którzy – jakże pechowo – nie przyszli na świat białymi facetami w szalikach z napisem „Legia Pany”.

Z relacji w TVP widzowie „Dziennika”, a za nami reszta zdumionego świata, dowiedzieli się, że w listopadzie 2017 r. w Warszawie „niepodległość” oznacza „uwolnienie Polski od rządów żydostwa”. Biorąc pod uwagę, że już od dwóch lat u władzy pozostają politycy „zmiany”, państwo patrioci maszerowali więc – jak można wnioskować – głównie w intencji rekonstrukcji rządu. Tyle tylko, że nie jest do końca jasne, kogo konkretnie chcieliby odsunąć od urzędu, by wreszcie zapewnić czystość etniczną na politycznych salonach Rzeczypospolitej.

W tym kontekście nie dziwi też hasło biało-czerwonego pochodu – „My chcemy Boga!” Bo owszem, Boga pełno teraz nie tylko w kościołach. Strach lodówkę otworzyć, żeby nie wypadł z niej różaniec. Musi więc chodzić o jakieś inne bóstwo. Bo oni chyba nie potrafią już dłużej tolerować uprawianego u nas oficjalnie kultu lokalnego Idola ludów Izraela.

Armia uzbrojonych w narodowe symbole patriotów najwyraźniej nie odnajduje w Bogu Abrahama, Izaaka i Jakuba (sami przyznacie, że to nie są polskie imiona) adresata swoich oczekiwań duchowych i potrzeb moralnych. Zwłaszcza, że aktualnym Namiestnikiem tegoż jest Argentyńczyk rezydujący w Watykanie.
Tym bardziej, że z wysokości Piotrowego tronu ziemski zastępca Boga Izraelitów opowiada rzeczy zupełnie nieprzystające do naszej, polskiej wiary katolickiej, nakazując – na przykład – przyjmować nad Wisłą uchodźców roznoszących po świecie groźne choroby, jako to terroryzm, cholerę, malarię oraz islamizm. Promuje też zgubną zachodnią tolerancję dla takich wynalazków „cywilizacji śmierci” jak rozwody, antykoncepcja oraz – Boże uchowaj – homoseksualizm. Że niby należy potępiać grzech, a nie piętnować grzesznika. Nie należy go też opluwać, okładać różańcem lub egzemplarzem Pisma Świętego, wyklinać ani wyzywać od różnych. Zwłaszcza tuż po wyjściu z kościoła. No, naprawdę. Prawdziwe herezje…

Mało tego. Bóg Izraelitów nakazuje kochać tego grzesznika jak siebie samego, choćby był Żydem, islamistą, genderystą lub – o zgrozo – wyborcą PO. I nie sądzić nikogo, byśmy sami nie byli sądzeni.

Nie takiego Boga – zdaje się – pragną i potrzebują uczestnicy Marszu Niepodległości. Ba – nie chcą Go nawet nasi patriotyczni księża, najlepiej wyznający się na sprawach boskich. Jeden z nich nie odwrócił się, choćby na chwilę, od ołtarza, kiedy patriotyczni młodzieńcy wyrzucali siłą z kościoła dziewczynę z transparentem – „Rasizm to grzech!”. Że to cytat z pism św. Jana Pawła? Oj tam, oj tam… jaki to grzech popierać swoich? Tym bardziej, że przed islamistami ostrzega co najmniej raz w tygodniu Radio Maryja… No i „sieg heil” tak pięknie niesie się w kościołach. Wszak tam najlepsza akustyka.

Natomiast co do miłości bliźniego, nastawiania drugiego policzka, belki we własnym oku, ucha igielnego i modlenia się pod figurą , to cóż – coraz trudniej to wszystko pogodzić z Ewangelią według Nowogrodzkiej. I z Dobrą Nowiną z Torunia.

Polscy patrioci otwarcie wołają więc – „chcemy Boga”, ale naszego, własnego, polskiego. Boga Lecha, Tadeusza i Jarosława. Takiego, co się „lesbom i pedałom” nie kłania. Co zsyła boreliozę za in vitro, a gorszy sort skazuje na bezrobocie i pozbawienie pięćsetplusa do siódmego pokolenia. Co już rozpala kotły ze smołą dla genderystów, a feministki przykładnie potopi – wszystkie, co do jednej – w jeziorze płonącej siarki.

Państwo patrioci potrzebują Boga na miarę aktualnie przeprowadzanej rewolucji moralnej. Takiego, do którego będą się mogli zwrócić i na którego powołują się przeciwnicy aborcji „eugenicznej”, bo bezmózgie, ciężko zdeformowane, niezdolne do życia dzieci też mają prawo do narodzin. Boga ojców i mężów, którym wojujące feministki pozakładały Niebieskie Karty tylko dlatego, że sprawują swoją rodzinną władzę twardą ręką. Boga, który weźmie w obronę wszystkich przyzwoitych Polaków-katolików, zgorszonych tolerancją Watykanu dla „zboczeńców”, „ciapatych”, handlujących w niedzielę oraz – generalnie – wszelakich nieprawomyślnych popaprańców. Bo nie ma wszak większego grzechu na gorszenie maluczkich duchem.

Potrzeba takiego Boga z każdym miesiącem rządów „zmiany” wydaje się pilniejsza, ponieważ coraz trudniej jest pogodzić idee płynące z Watykanu z naszą polską racją stanu i stanem umysłów. Przynajmniej tym panującym w środowiskach patriotów z Marszu Niepodległości.

Bóg Izraela, od dawna należący do strefy euro i nawrócony na kulturę Zachodu, coraz mniej przystaje do tak zdefiniowanej duchowości. Ale tutaj państwo Narodowcy mogą mieć niejaki problem. Bo jeśli można gdzieś jeszcze, we współczesnym świecie, odnaleźć bóstwo odpowiadające ich standardom moralnym, to chyba tylko w kręgach wyznawców radykalnych wersji… islamu.

koduj24.pl


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS