Andrzej Karmiński, 29.10.2017

Orły, cokoły i pomnik kartofla

Orły, cokoły i pomnik kartofla

Każda dyktatura rozpoczyna się burzeniem starych pomników i stawianiem nowych.

W szerokiej ofercie tematów, które rządzący podrzucili ostatnio rozsądnej części społeczeństwa, zwróciła moją uwagę koncepcja Antoniego Macierewicza wzniesienia w Polsce stu kolumn na stulecie odzyskania niepodległości. Dlaczego ten pomysł wydał mi się zdarzeniem istotnym? Przecież nie dlatego, że koncepcję firmuje ten akurat minister. Jakaż to nowina, że Macierewicz interesuje się pełnym spectrum życia narodu i jako człowiek renesansu nie szczędzi sił, by zawrócić koło historii i cofnąć nas w tę zamierzchłą, bliską sobie epokę. Poza tym powszechnie wiadomo, że armia jest dla niego tylko widownią bojowych przemówień i tłem snucia fantasmagorii o niezwyciężonym duchu i patriotyzmie, które zastępują helikoptery, okręty podwodne i pociski rakietowe. Wiadomo, że siły zbrojne są w gruncie rzeczy marginesem zainteresowań pana ministra. Wojsko to dla niego zabawka. Ot, dostał od prezesa rowerek, od razu odkręcił w nim boczne kółka i ruszył zakosami, zmiatając po drodze 30 generałów i ponad 250 pułkowników…

Koncepcja Antoniego Macierewicza wzniesienia w Polsce stu kolumn na stulecie odzyskania niepodległości nie zainteresowała mnie również i z tego powodu, że koszty projektu poniesie Ministerstwo Obrony Narodowej, a nie np. resort Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Bo przecież w państwie PiS budżet to zwykła skarbonka, taka większa skarpeta, skąd w razie potrzeby wyciągane są pieniądze. Z budżetu MON modernizowana jest policja i lotnicze pogotowie ratunkowe, z wojskowej kasy finansowane są muzea, liczne imprezy patriotyczne i rocznice. Jeśli nawet cywilne samoloty dla VIP-ów kupuje się za pieniądze MON (z puli przeznaczonej na modernizację techniczną polskiej armii), to można przyjąć, że i jubileuszowe kolumny Macierewicza są niezastąpionym elementem polskiej infrastruktury obronnej.

Od dwóch lat pomniki stanowią bodaj najważniejszy składnik symboliki w procesie kształtowania nowego pokolenia Polaków – ludzi niezłomnie podporządkowanych władzy, patriotycznych do zatracenia i demokratycznie głosujących na PiS. Od dawna PiS zapowiadał weryfikację istniejących monumentów i zburzenie tych, które uzna za niesłuszne. Nie do końca się to udało, tu i ówdzie wciąż jeszcze kaleczą oczy i umysły prowokacyjne „wypomniki”, powstałe w trzeciej, nie całkiem jeszcze zohydzonej Rzeczpospolitej. Za to „opomnikowanie” kraju nowymi symbolami pamięci poszło jak po drożejącym maśle. Z danych zgromadzonych przez BIQdata, w Polsce jest już ponad 450 różnego rodzaju upamiętnień katastrofy smoleńskiej. Do niedawna najpopularniejszym władcą Polski, posadzonym na największej liczbie postumentów, był Jan III Sobieski. Ale od ubiegłego roku prym dzierży już Lech Kaczyński. Daleko mu jeszcze do popularności Jana Pawła II, któremu postawiono dotąd 700 pomników, ale doniesienia z Francji sugerują, że będzie ich ubywać, natomiast doniesienia z Polski dają gwarancję, że w żadnej gminie żadne koło PiS nie zechce podłożyć się prezesowi i tym samym zaryzykować utratę intratnych posad w administracji i spółkach państwowych.

Wielu komentatorów życia publicznego potwierdza, że pomników w Polsce będzie przybywać. Niektórzy wiążą te przewidywania z nowymi podręcznikami historii wprowadzanymi do zdeformowanych (zdaniem rządu – zreformowanych) szkół. Inni prognozują to na podstawie rosnących zastępów lizusów, co to na wyprzódki starają się przypodobać prezesowi, korzystając z inercji oponentów, którzy dla świętego spokoju godzą się na kolejną formę patriotycznego wzmożenia prawdziwych Polaków. Ostatnio słychać też głosy, że PiS planuje odbierać tereny samorządowe, by obsadzać je plantacjami pomników.

Zabór placu Piłsudskiego z dziwacznym uzasadnieniem, że państwowe uroczystości powinny się odbywać na państwowym, a nie samorządowym terytorium, faktycznie budzi podejrzenia, że tak naprawdę zaborcom chodzi o miejsce, gdzie zmaterializują swoje monumentalne marzenie, którego nie mogli dotąd zrealizować na Krakowskim Przedmieściu. Trudno mi w to uwierzyć. No bo jak to – nie mogli? Mogli podeptać Konstytucję, mogli zagarnąć instytucje demokratyczne, mogli odebrać ludziom poczucie godności – a nie mogli poradzić sobie z jakąś tam radą miasta i byle konserwatorem zabytków? PiS z pewnością mógłby nastawić sobie pomników gdzie mu się podoba, bo kto podskoczy szatniarzowi? Już prędzej uwierzę, że tą metodą – ulica po ulicy, plac po placu – PiS zamierza zawłaszczyć całą Warszawę, której nie udało się wcześniej zagarnąć projektem doczepienia do stolicy okolicznych gmin, gdzie elektorat Kaczyńskiego był liczniejszy…

Koncepcja obsadzenia Polski obeliskami Macierewicza jest dla mnie interesująca o tyle, że tak naprawdę nie wiadomo, co i kogo będą symbolizować te piedestały. Na przedwojennych obeliskach orły symbolizujące Polskę odrodzoną z niebytu, po prostu zrywały się do lotu. Czy obecny konkurs wygrają orły odfruwające z symbolicznego wraku Tupolewa? Czy na kolumnach zawisną tabliczki poświęcone pamięci „poległego” prezydenta, czy tylko wzmianka o twórcy monumentalnego konceptu uczczenia jubileuszu odzyskania niepodległości? Czy Macierewicz chce wdrapać się po swoich kolumnach na parnas historii? Czy te i inne pomniki, którymi PiS zamierza kształtować umysły nowych, lepszych Polaków, nie będą przypadkiem budzić protestów, czy nie podzielą nas jeszcze bardziej?

Najistotniejsze jest moim zdaniem pytanie, dlaczego PiS-owska infrastruktura symboliczna jest aż tak napompowana patriotycznymi uniesieniami, które rzadko dodają narodowi ducha, a częściej śmieszą lub straszą, mnożąc waśnie i siejąc wrogość. Myślę, że z tego samego powodu, dla którego PiS kochający pomniki, nie jest w stanie polubić pomników przyrody. Prezes i jego ekipa sprawiają wrażenie, jakby nie lubili niczego, co emanuje spokojem, ciepłem i życzliwością. Obce im są symbole, które budzą ciekawość, refleksje, życzliwe wspomnienie, czy choćby uśmiech. Takie jak Pomnik Szarańczy w Zwierzyńcu upamiętniający zwycięstwo nad tym szkodnikiem w roku 1711, czy 9-metrowy Pomnik Ziemniaka we wsi Biesiekierz, postawiony dla uczczenia nowej odmiany tej rośliny w pobliskiej hodowli, albo choćby Pomnik Grzyba we wsi Łężeczki, z tablicą głoszącą, iż jest to pierwszy pomnik na kuli ziemskiej odsłonięty w trzecim tysiącleciu, czyli piętnaście sekund po północy 1 stycznia 2001 roku. Antoniego Macierewicza też zapewne nie wzruszy pomnik Marzyciela – Dyrygenta Fal, chłopca, siedzącego na pływaku kilkadziesiąt metrów od brzegów Gdyni i poruszającego batutą w rytmie kołysania fal morskich.

Każda dyktatura rozpoczyna się burzeniem starych pomników i stawianiem nowych. W każdym kraju autorytarnym rządzący próbują formować nowego obywatela, na swój obraz i podobieństwo. Każdy reżim ma swoją ideologię – zawsze ślepą, nadętą i groźną – obwieszoną symbolami, które atakują i kaleczą. PiS podniósł kary za znęcanie się nad zwierzętami i dziećmi. Za znęcanie się nad dorosłymi już nie.

Andrzej Karmiński

koduj24.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS