Jerzy Sosnowski, 28.10.2017

Dla wszystkich ten sam ogień?

Dla wszystkich ten sam ogień?

Nie od płonących ludzi upadają rządy, tylko od skutecznej, długofalowej pracy stowarzyszonych obywateli – usłyszmy ten krzyk.

Dziewięć dni minęło od podpalenia się przed Pałacem Kultury Piotra S. Zarówno samo wydarzenie, jak sposób, w jaki zareagowały na nie media (gazety, radio, telewizja, internet), nie daje mi spokoju. Wiem, że można rzucić z niechęcią: tyle już o tym powiedziano. A ja sądzę, że 19 października 2017 roku nastąpiło coś, co nie podlega zwykłemu procesowi starzenia się newsów.

Sytuacje wyjątkowe po tym można poznać, że nastręczają kłopot już na poziomie językowym. Tak, tak, to refleksja filologa, ale filologia bywa czasem niezłym narzędziem. Proszę zauważyć, że już w pierwszym akapicie niniejszego tekstu (leadu nie liczę) pojawia się lingwistyczny dyskomfort. Po pierwsze, ponieważ do wiadomości publicznej, zresztą zgodnie z prawem i dobrymi obyczajami, nie przedostało się nazwisko protestującego, muszę go określać jako „Piotra S.”, choć nazwisko skrócone do inicjału brzmi tak, jakby była mowa o przestępstwie. Po drugie, nazwanie tak okrutnego potraktowania własnego ciała, jak samopodpalenie, słowem „wydarzenie”, wygląda przecież na akt znieczulicy. To, co się stało, wymyka się naszym nawykom. Zresztą w wielu wymiarach, na rozmaite sposoby.

W tamten czwartek wieczorem widać to było od razu. O sprawie (?) dowiedziałem się z Facebooka. Zgodnie z wieloletnim przyzwyczajeniem, włączyłem natychmiast telewizję. Jak wiadomo, żadna ze stacji, od zdominowanego przez „dobrą zmianę” TVP Info, przez Polsat News, aż po TVN24, nie zająknęła się wówczas o liście, pozostawionym (rozrzuconym? rozdanym?) przez pana Piotra. Nie podano nawet, że był to protest o charakterze politycznym – bodaj w wersji „wedle niepotwierdzonych wiadomości…” (a w internecie kolportowano już list Piotra S.). Ba, TVN24 nie umieściła na ekranie żółtego paska, sygnalizującego ważną informację, tak przecież nadużywanego w kwestiach mniej dramatycznych. Zadziałały pogróżki władzy, że będzie się „repolonizować” nadawców prywatnych? Czy, przeciwnie, przejawiła się w ten sposób dziennikarska odpowiedzialność (tylko dlaczego akurat w tym momencie)? Obawiano się reakcji widowni? Rzecz jasna, nie pytam w tym momencie o racje telewizji, kierowanej przez Jacka Kurskiego…

W kolejnych dniach pojawiły się już szczegółowe wiadomości o Piotrze S. z Niepołomic, jego najbliżsi udzielili wywiadu i upublicznili jego kolejny list – i zaczęły się komentarze. Minister Błaszczak powiedział to, czego należało się spodziewać: że winę za wszystko ponosi totalna opozycja. W podobnym duchu zatwitował Rafał Ziemkiewicz, a Kataryna, prawicowa blogerka, zrobiła z protestującego – żadnych zdziwień – osobę chorą psychicznie. Tyle że do czynu Piotra S. zdystansowali się również publicyści, po których chyba się tego nie należało spodziewać: Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej” zgłosiła postulat, „aby tragicznego i smutnego wydarzenia pod Pałacem Kultury i Nauki w ogóle nie rozpatrywać w kategoriach politycznych„, zaś Rafał Betlejewski orzekł, „że akt samospalenia pod PKiN powinien zostać jednoznacznie potępiony jako akt politycznego terroryzmu. Fakt, że agresja była tutaj skierowana przeciwko samemu sobie, nie zmienia terrorystycznego wymiaru tego czynu. W debacie politycznej nie można uciekać się do przemocy i nie można z własnego ciała robić narzędzia szantażu emocjonalnego, który miałby wpływać na polityczne wybory„. Nie przytaczam innych głosów, także oddających hołd Piotrowi S., bo te dwa uderzyły mnie najmocniej. Rozstrzygają bowiem jednoznacznie – by nie powiedzieć: brutalnie – wątpliwość, którą przecież i ja odczuwam.

Tę wątpliwość dałoby się chyba określić następująco: należę do ludzi, którzy sposób sprawowania władzy przez PiS oceniają zdecydowanie krytycznie. Uważam, że list, zostawiony przez Piotra S., w sposób przeraźliwie racjonalny zbiera nasze doświadczenia z ostatnich dwóch lat. Przyglądamy się „ograniczaniu przez władze wolności obywatelskich, (…) łamaniu przez rządzących zasad demokracji, (…) łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, (…) takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z Prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności, (…) marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju” – i tak dalej; ufam, że znają Państwo ten tekst. Owszem, przekonują mnie – by użyć słów nieocenionego arbitra elegancji Rafała Ziemkiewicza – „całe frazy żywcem z propagandowego bełkotu PO-N i tefałenów„. I co w związku z tym?

Moim (obecnie już coraz mniej licznym) prawicowym znajomym z Facebooka zdarza się ironizować, że miała być dyktatura i faszyzm, a przecież nic takiego się nie dzieje. Dowiaduję się o procesach, wytaczanych za uczestnictwo w legalnych manifestacjach, obserwuję szalony festiwal nieetycznych zachowań dziennikarskich w mediach, uzależnionych od PiS, nie mam wątpliwości, że docelowo zmierzamy do sytuacji, w których demokratyczna zmiana władza za pomocą wyborów nie będzie możliwa – ale wciąż sądzę, że w rzeczy samej „dyktatura i faszyzm” to majaczące na horyzoncie zagrożenie, a nie teraźniejszość. Mam nadzieję, że nic innego, tylko rozsądek podpowiada mi, by wstrzymywać się od histerycznych wypowiedzi, że JUŻ nie mamy wolności, że JUŻ staliśmy się państwem autorytarnym. Z drugiej strony – zastanawiam się, czy wielokrotnie wykorzystywana w polemikach żaba, pływająca w garnku, pod którym rozpalono ogień, z podobnym rozsądkiem nie tłumaczy, że przecież woda wciąż nie jest bardzo gorąca. Takich jak ja są tysiące: proszę zwrócić uwagę, że w protestach ulicznych, wliczając w to Czarny Protest, uczestniczy obecnie mniej ludzi, niż jeszcze kilka miesięcy temu. Przyzwyczailiśmy się? Zniechęciło nas rozczarowanie, że po wielkich demonstracjach z minionej zimy i wiosny demolowanie państwa nie ustało? Czekamy… Ale na co właściwie?

I w tym momencie pojawia się Piotr S. ze swoim rzeczowym listem (oraz drugim, uprzedzającym propagandowe opluwanie go przez prorządowe media) i ze swoją ofiarą. W pierwszym odruchu myślę sobie: no nie, jeszcze nie czas na takie gesty. One niepotrzebnie zaostrzają buzujące nastroje (to zapewne miał na myśli Betlejewski, pisząc o „terroryzmie”), a przecież możliwe jest jeszcze pokojowe rozładowanie polsko-polskiego konfliktu. Zresztą poprzedników pana Piotra, którzy protestowali z kolei przeciwko rządom PO, uznałem w swoim czasie za ludzi nieszczęśliwych, poświęcających się dla złej sprawy. Co więc każe mi Piotra S. traktować zupełnie inaczej? „Jakby nie można było umrzeć najłacniej i najwznioślej dla przywidzenia” (tak przed wiekiem pisał z goryczą Tadeusz Miciński).

Ale skoro już przywołuję tu słowa zapomnianego pisarza z początku XX wieku, to niech odezwie się także jego współczesny, Stanisław Wyspiański. Mam bowiem wrażenie, że to w jego „Wyzwoleniu” znajduje się komentarz do naszego zakłopotania, że oto ktoś, z kim najwyraźniej zgadzaliśmy się dotąd w zupełności, z naszych wspólnych poglądów wyciągnął aż tak radykalny wniosek praktyczny. Otóż w dyskusji z Maskami, reprezentującymi rozmaite postawy polityczne z przełomu stuleci, główny bohater sztuki woła w pewnej chwili z pasją: „To przykre? To śmierć dla inteligentnego człowieka, a dla was to tylko przykre!„.

Pozostawiony przez Piotra S. list nie pozostawia wątpliwości: jego protest był skierowany przeciwko władzy Jarosława Kaczyńskiego i jego ludzi. Ale wydaje mi się, że ostrze tego protestu najsilniej bije w nas, przeciwników PiS-u. I w naszym zakłopotaniu głównym, choć ukrytym motywem jest poczucie głębokiego wstydu. Dzieje się aż tak źle (przypominam, bośmy się przecież na to zgodzili: ograniczane są wolności obywatelskie, łamie się Konstytucję, marginalizuje Polskę na arenie międzynarodowej itd.), a nam się nie chce ruszyć z domu i pójść na manifestację, bo na Ale Kino nadają fajny film, albośmy się zmęczyli pracą w mijającym tygodniu? Tracimy wszystko to, co się udało osiągnąć po 1989 roku, i załatwiamy to wpisem na Facebooku? Mówię to „smutny i sam pełen winy”, nie robię za Katona, sam odpuściłem sobie jakiś czas temu żywszy udział w protestach. I właśnie do nas jest ten komunikat, nie do rządzących, którzy z przekonaniem robią swoje, ale do nas, zaleniwionych: Obudźcie się. Wyznaczam wam miarę, w stosunku do której żadne wasze działanie nie będzie przesadnym bohaterstwem, natomiast brak działania – kompromitacją.

Oczywiście, każdy, kto w ten sposób, z podziwem i zawstydzeniem komentuje czyn Piotra S., ma prawo odczuwać lęki jeszcze innego rodzaju. Po pierwsze, że skoro deklaruję zrozumienie dla człowieka, który dokonał samospalenia, to tak, jakbym brał na swoje sumienie czyny kolejnych desperatów. Po drugie, że jeśli się nie mylę w ocenie sytuacji w Polsce, to będzie się ona zaostrzać – i czy akt samospalenia, podjęty już w październiku 2017 roku, nie zapoczątkowuje inflacji tego gestu? Czym da się go przewyższyć, gdy antydemokratyczne działania władz domkną się w antydemokratyczny kompletny system?

Jednak mam wrażenie, że oba te lęki nie mają, wbrew pozorom, uzasadnienia. Pisząc, że czyn Piotra S. był potrzebnym niestety wstrząsem, obnażającym nasze wygodnictwo, nie oczekuję od innych ani tym mniej od siebie, byśmy się samopodpalali – i nie o to Piotrowi S. chodziło – wystarczy, żebyśmy poszli na najbliższą demonstrację, nie wykonywali niegodziwych poleceń naszych wystraszonych szefów, słowem: zaangażowali się naprawdę w opór przeciwko władzy (albo przestali na nią wygadywać, skoro w gruncie rzeczy nic nas to nie obchodzi). A sugestia, że męczeństwo z 2017 roku mogłoby unieważnić ewentualne przyszłe akty męczeństwa, gdyby były potrzebne, jest w ogóle niepoważna. Takie przerażające akty podejmuje się właśnie po to, by nie trzeba ich było ponawiać. Nie od płonących ludzi upadają rządy, tylko od skutecznej, długofalowej pracy stowarzyszonych obywateli. Usłyszmy ten krzyk. Weźmy się do roboty.

Jerzy Sosnowski

(Tytuł tego felietonu pożyczyłem od Julio Cortazara)

koduj24.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS