Andrzej Karmiński, 22.10.2017

Pierwszorzędna wiadomość:

Witajcie w Nibylandii

Witajcie w Nibylandii

Nibyprezydent wszystkich Polaków użera się z nibyministrem obrony przed zdrowym rozsądkiem, a nibypremier rozkłada ręce, bo co ona może, skoro prawdziwym premierem jest pewien nibyposeł.

W oglądzie ludzi cywilizowanych i myślących Polska staje się coraz mniej rzeczywista, mniej prawdziwa i z wolna niknie z mapy świata, rozmywając się w nierozpoznawalną szarą plamę. To już kraj prawie nierealny, a na pewno niedorzeczny. Mieszkamy w państwie absurdów, gdzie polityka pełna jest nonsensów, a życie publiczne koncentruje się na bzdurach. Ludzie łykają kolejne kłamstwa jak pelikany i nic nie jest już tym, na co wygląda. Władza co innego mówi, co innego robi, co innego myśli, a zupełnie co innego jest naprawdę.

– Polska może być obecnie dla Europy wzorem demokracji! – powtarzają rządzący. To przedni dowcip, ale jakoś nikt się nie śmieje. Nie dlatego, że ludzie boją się kpić z władzy, chociaż ostatnio wielu, na wszelki wypadek i dla świętego spokoju, zgłasza w sondażach ochotę głosowania na PiS. Społeczeństwo nie śmieje się i już się nie dziwi, bo po prostu przywykło.  Nawet dziennikarze przyjmują dowolną bzdurę rządzących z dobrodziejstwem inwentarza. Nie dopytują o szczegóły, nie doszukują się powodów oczywistego zaprzeczania oczywistej rzeczywistości i nie dociekają etiologii aberracji umysłowej swoich rozmówców.

– Nie ma konfliktu na prawicy i nie ma waśni z prezydentem, to tylko mały spór w rodzinie – recytuje chór trzech prezesów, demonstrując siłę, zwartość i gotowość na wszystko. I tym samym odbierają narodowi prezydenta, lokując go w patologicznej rodzinie, gdzie okrutny ojciec nie zwykł żałować pasa. A przy akompaniamencie zaklęć spajających tę rodzinę, pan nibyprezydent wszystkich Polaków w świetle jupiterów użera się ze swoim „bratem” – nibyministrem obrony przed zdrowym rozsądkiem – a pani nibypremier, która w telewizji wygląda jak prawdziwa, bezradnie rozkłada ręce, bo co ona może, skoro prawdziwym premierem jest pewien nibyposeł.

Fundamentem polskości jest Kościół i jego nauka (…). Każda ręka podniesiona na Kościół to ręka podniesiona na Polskę – powiada ten nibyposeł, który już dawno wykreślił z Ewangelii fundamentalny nakaz miłości bliźniego. Nibykatolik Kaczyński wygraża Kościołem swoim oponentom, ale sam za nic ma kościelnych hierarchów i ich opinie o zagrożeniach demokracji czy potrzebie wsparcia uciekinierów ze stref wojny. Jedynym dla niego autorytetem zdaje się być pewien biznesmen żartobliwie nazywany ojcem. Ale i ten nibyksiądz, który w swoich nibymediach głosi prawdy wiary zatrute ziarnem nienawiści, tak naprawdę jest dla Kaczyńskiego zaledwie nibyautorytetem. Po prostu prezes ma u Rydzyka dług za poparcie i spłaca go w gotówce oraz w kobietach, odbierając im prawa do dysponowania sobą i wpychając je pod osąd i nadzór Kościoła Rydzykowego. Natomiast obaj panowie z niechętnym dystansem traktują papieża – nie tylko dlatego, że jest on piewcą wszystkich, a nie wybranych jedynie nakazów dekalogu, ale głównie dlatego, że nie jest Polakiem. A papież powinien być Polakiem, ponieważ Polakiem jest Pan Bóg. Nawet w szkolnych czytankach stoi, że Matka Boża to nasza królowa, a Jej syn winien być koronowany na króla Polski. Stąd prosty wniosek, że Jarosław Kaczyński jest co najmniej delegatem Pana Boga na Polskę.

W naszej Nibylandii nie obowiązuje prawo. Jest tylko nibykonstytucja i nibytrybunał, wyjaśniający, dlaczego Konstytucji stosować nie należy. Mają być również nibysądy, które dowiadywać się będą od ministra lub prezydenta (możliwe, że ich spór zakończy się losowaniem), co sąd ma sądzić o sprawach ważnych dla władzy. W Nibylandii jest także nibybudżet, który służy m.in. do kompromitowania na billboardach niepokornych sędziów, do niszczenia politycznej konkurencji, do umacniania doraźnej kontroli nad państwem i dogadzania pretorianom PiS.  Prawdziwie teoretyczne nibypaństwo traktowane jest przez Jarosława K. jak kraj podbity, którego zasobów nie używa się dla rozwoju, wzmocnienia, zapewnienia długofalowego bezpieczeństwa i stabilności gospodarczej, ale wyłącznie dla potrzeb swoich, swoich ludzi i swojej władzy.

W Nibylandii rządzącej grupie szamanów udało się zaczarować prawie połowę mieszkańców. A nie są to wyłącznie idioci, gotowi uwierzyć w dowolną bzdurę. Oczarowani siłą przebicia i charyzmą wodza uwierzyli jedynie w zapewnienie, że Kaczyńskiemu na nich zależy oraz że partii PiS chodzi o coś więcej niż nieograniczoną władzę i stołki dla swoich. Ludzie dali sobie wmówić, że obecne odpychające metody sprawowania władzy są konieczne dla zapewnienia powszechnej szczęśliwości. Dobro Polski uświęcać ma paskudne środki, a zagarnięcie stanowisk jest koniecznością, bo nowy lepszy świat mogą budować tylko nowi, lepsi ludzie. Demokracja oczywiście tak, ale dopiero potem, kiedy już władza będzie na tyle silna, by pochylić się nad ludźmi i zrobić im dobrze. Póki co – w Nibylandii bywa źle, głupio i bezrozumnie, ale dajmy im czas, niech się wykażą…

***

Główną przewiną PRL-u nie było doprowadzenie do katastrofy gospodarczej, tylko demoralizacja społeczeństwa, które przestało identyfikować się ze swoim państwem. Bo gospodarkę można odbudować szybciej niż wyleczyć poharatane sumienia i przywrócić pierwotny sens takim pojęciom jak bezinteresowny patriotyzm, uczciwość, rzetelność i prawdomówność. A w kraju, gdzie nic nie jest na serio i gdzie bezprawie sankcjonowane jest mitycznym „wyższym celem”, demoralizację zatrzymać i cofnąć jest jeszcze trudniej. Pozostaje wierzyć, że mieszkańcy Nibylandii zatęsknią kiedyś za prawdziwą, realną ojczyzną…

koduj24.pl


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS