Jerzy Sosnowski, 21.10.2017

Argument z TVN-u

Argument z TVN-u

Warto przypomnieć kilka zasad, pozwalających na odróżnienie lepszego czy gorszego dziennikarstwa od udającej je propagandy.

 

Kiedy zwolennikowi „dobrej zmiany” w mediach publicznych zwróci się uwagę, że media te nie stały się, mówiąc najoględniej, wzorcem z Sevres rzetelności dziennikarskiej, ów zwolennik z reguły odpowiada na dwa sposoby. Jednego użył na Facebooku mój skądinąd sympatyczny kolega, który odparł, że narzekam tak, jakby przed „dobrą zmianą” z anteny lała się sama prawda. Po drugi sposób sięgnęła pani poseł Joanna Lichocka, kiedyś zresztą moja studentka. W programie Bartosza Węglarczyka „Onet Opinie” uśmiechnęła się mianowicie zniewalająco i rzuciła: „A w TVN-ie? Miałeś materiały o odpowiedzialności Hanny Gronkiewicz-Waltz, za to, co się dzieje w Warszawie? Prywatne media mogą kłamać, manipulować i być nierzetelne?”.

Oba te sposoby mogą zrobić wrażenie na ludziach, którzy jeszcze ciągle nie wiedzą, co myśleć, lub uspokajają się, mówiąc o obu stronach naszego konfliktu: „wart Pac pałaca”. Warto więc może przypomnieć kilka zasad, pozwalających na odróżnienie lepszego czy gorszego dziennikarstwa od udającej je propagandy.

Najpierw wróćmy do słów mojego kolegi z Facebooka. Kiedy słyszę, że przecież wcześniej w mediach publicznych działo się podobnie, popadam – jako dziennikarz z tych mediów wyrzucony – w głęboką zadumę. Czy tylko ja zapamiętałem deklaracje PiS-u z okresu kampanii wyborczej, że teraz będzie LEPIEJ? Zakładając roboczo, że takich jak ja usunięto, ponieważ naprawdę robiliśmy złe media publiczne, czekam, by mi pokazano, jak powinienem był pracować. Niechże teraz zobaczę przez porównanie swój brak profesjonalizmu… Niech nie lęgnie się w mojej zepsutej duszy podejrzenie, że wyrzucono mnie nie po to, żeby ktoś pracował lepiej, lecz po to, by ów ktoś pracował równie źle, jak ja, tyle że dla innej partii (że chodziło o to, by popsuć to, co robiłem dobrze, nie śmiem nawet pomyśleć). Tymczasem argument „wyście robili to samo” sprowadza przecież całą wymianę kadr w mediach publicznych do prostackiej zamiany jednej gangsterki na inną. Naprawdę, sympatyczny kolego, zwolenniku PiS-u, to chcesz mi zakomunikować?

Co powiedziawszy, przyjrzyjmy się słowom pani poseł Lichockiej. Najpierw pora na małe repetytorium z podstaw dziennikarstwa. Zacznijmy od tego, że środki społecznego komunikowania dzielą się na dwa, a właściwie na trzy rodzaje. Mamy mianowicie media publiczne, media prywatne i media społeczne. Media publiczne są obciążone tzw. misją publiczną, co oznacza, że mają za zadanie m.in.: „rzetelnie ukazywać całą różnorodność wydarzeń i zjawisk w kraju i za granicą; sprzyjać swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli oraz formowaniu się opinii publicznej; umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej” (jak to formułowała ustawa o radiofonii i telewizji z roku 1992, cytuję tekst ujednolicony). Media niepubliczne (prywatne i społeczne) NIE SĄ obciążone tymi obowiązkami. Jakkolwiek w praktyce tworzy się je często jako przedsięwzięcia czysto biznesowe, to nie jest w żaden sposób zabronione uruchomienie radia, telewizji, gazety czy strony internetowej, by propagować określony światopogląd, sposób myślenia i wartościowania. Rzecz jasna granicą tej swobody jest kłamstwo; natomiast zgłaszanie pretensji, że np. radio X pokazuje wyłącznie dobre strony katolicyzmu, wymieszanego z nacjonalizmem, albo dziwienie się, że telewizja Y – lub portal internetowy Z – z zapałem pokazuje wyłącznie błędy partii rządzącej, to przejaw niezrozumienia różnicy między mediami o rozmaitym statusie.

Idźmy dalej, gdyż powiada się, że od pracujących w mediach dziennikarzy wymagamy obiektywizmu. Na to ostatnie zdanie piszą się bodaj wszyscy. Tymczasem pod słowem „dziennikarz” kryją się przynajmniej trzy rozmaite zawody. Dziennikarzem jest mianowicie dziennikarz informacyjny (newsowiec, reporter); ale także pracujący w radiu czy telewizji moderator dyskusji; a wreszcie publicysta-komentator. Wspomniany zakaz mijania się z prawdą dotyczy naturalnie wszystkich. Obiektywizm obowiązuje natomiast z pewnością dziennikarza informacyjnego i moderatora (tego ostatniego w tym sensie, że sprowadzając do studia dwie osoby o rozmaitych poglądach nie powinien on wspierać jednej przeciwko drugiej). Ale od publicysty-komentatora, bądźmy szczerzy, nie oczekuje się obiektywizmu, ale przeciwnie, wyrazistych poglądów własnych: przecież ciekawi jesteśmy właśnie jego subiektywnego poglądu na daną sprawę (byle nie obrażał myślących inaczej)!

Kłopot pojawia się, kiedy te dwie klasyfikacje się krzyżują. W mediach niepublicznych newsowiec ma być obiektywny nie dlatego, że te media mają być obiektywne, tylko dlatego, że zasady jego specjalności zabraniają mu opuszczać miejsce obiektywnego obserwatora zdarzeń. (Pomijam niebagatelny problem, że choćby ułożenie serwisu wiadomości jest zawsze interpretacją: wybór zdarzeń, o których informujemy, kolejność ich przedstawiania, a także użyty do tego język nie są niewinne – ale należy się starać z mozołem zbliżać do ideału obiektywizmu). Co do moderatora – w mediach prywatnych zyskuje on prawo stronniczego doboru gości! Prawdziwy problem zaczyna się, gdy do mediów publicznych trafia publicysta-komentator. Nie bez powodu przez lata zarówno w TVP, jak i w Polskim Radiu, do rzadkości należała sytuacja, gdy mógł on wygłaszać monolog, w którym bez przeszkód przedstawiał swoje stanowisko. Naturalnym żywiołem mediów, poza mediami pisemnymi (jak gazeta czy niniejszy portal), stała się rozmowa. I tę w mediach publicznych należy organizować jak najczęściej.

Powinna być ona… niestronnicza. Jednak między jakimi stanowiskami? To kwestia dość subtelna. Nawet bowiem najbardziej radykalny zwolennik pluralizmu zawaha się, kiedy go zapytamy, czy do debaty należy dopuszczać poglądy skrajne, niezgodne ze standardami demokracji, dobrymi obyczajami lub stanem nauki. Czy jeśli organizuję w studiu dyskusję na temat karania czy też leczenia pedofilii, to powinienem zaprosić zwolennika jej legalizacji? Czy jeśli mam rozmawiać o Holokauście, to dopuszczenie do głosu antysemity będzie przejawem pluralizmu, czy nieodpowiedzialności? Czy jeśli planuję debatę o stanie współczesnej nauki, to winien wziąć w niej udział ktoś, kto upiera się, że wynalazł perpetuum mobile? Jedyną pomocą są tu niejednoznaczne zapisy prawne (że media publiczne winny sprzyjać demokracji, zwalczać patologie społeczne i działać na rzecz edukacji) oraz… sumienie samego dziennikarza.

Tak, jeśli spojrzeć na historię mediów publicznych w Polsce między 1990 a 2015 rokiem, bez trudu można wskazać momenty, w których poszczególni dziennikarze uchybiali przedstawionej wyżej teorii. Pamiętam co najmniej dwie audycje przedwyborcze w TVP, w których prowadzący rozmowę z kandydatem nie umiał ukryć swojej dezaprobaty dla gościa (a obnosił się z sympatią dla innego). Zdarzało się stronnicze przedstawianie jakichś inicjatyw, pomijanie (raczej nie w Polskim Radiu) informacji o wydarzeniach ważnych dla partii, które akurat były w opozycji. Najczęściej kształtowało się (dyskretnie) profil ideowy mediów publicznych – którego nie powinno było być! – poprzez takie, a nie inne kształtowanie ramówki: programy, które decydenci cenili, miały lepszą, a te, które nie były po ich myśli – gorszą porę emisji. (Choć bywało i odwrotnie: pamiętam, jak magazyn kulturalny „Pegaz”, który prowadziłem w latach 90., znalazł się nagle w absolutnym prime-time’ie, o 21:15 w niedzielę i prawie na pewno był to przemyślany „pocałunek śmierci”). Ktoś, kto upiera się, że media publiczne były przez ćwierć wieku bez zarzutu, odkleił się od rzeczywistości.

Kiedy jednak z tej perspektywy spojrzymy na to, co dzieje się teraz, zobaczymy, że pod hasłem wyplenienia tamtych błędów (a mówiono także, iż nieuczciwości) wszelkie standardy wyrzucono po prostu do kosza. Ludzie, pełniący obecnie rolę dziennikarzy, nie kryją entuzjazmu dla przedstawicieli partii rządzącej i obrzydzenia dla tych, którzy ją krytykują. Termin „patologia społeczna” (którą, przypominam, media publiczne winny zwalczać) rozciągnięto widocznie na wszystkich, którzy sprzeciwiają się posunięciom pana prezesa Kaczyńskiego… W użyciu są pomówienia, nieokreślone insynuacje, informacje zmyślone, których się potem nie prostuje. Do dyskusji zaprasza się zwykle komentatorów z jednej tylko opcji politycznej, ewentualnie z opcji sojuszniczych (bo reszta to „totalna opozycja”, wroga Polsce). Popełnia się kardynalne grzechy dziennikarskie, jak na przykład w zakończeniu rozmowy z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, którego określono przy pożegnaniu kłamliwym i obraźliwym epitetem, nie dając mu czasu na ripostę. Permanentnie miesza się informację z komentarzem, a nieraz po prostu komentarzem się informację zastępuje (vide: „paski” w „Wiadomościach”). Zawieszenie w obowiązkach pracowniczych autora materiału o lekarce, która miała obżerać się kawiorem na wycieczkach, gdy w rzeczywistości jadła pastę z oliwek na wyjazdach humanitarnych, stanowi wydarzenie bez precedensu – po półtora roku emitowania niezliczonych wprost materiałów o podobnym charakterze! Przypominam, że przed 2015 rokiem wielu dziennikarzy, którzy naruszyli kodeks dziennikarski, spotkały poważne konsekwencje służbowe (między innymi prowadzących wspomniane audycje przedwyborcze). Owszem, bywali tacy, którzy uniknęli kary. Ale ich naśladowcy, służący interesom innej, dzisiejszej władzy, prześcignęli tamtych. Nie zaliczają wpadek, tylko realizują przyjętą linię postępowania. Zresztą zapowiedzianą przed blisko dwoma laty, kiedy to z mównicy sejmowej usłyszeliśmy, że „media publiczne mają realizować politykę informacyjną rządu”.

Dlatego, pani Joanno, kontrargument „z TVN-u” nie jest w ogóle żadnym argumentem. Broni pani mediów niegdyś publicznych, przeobrażonych z zimną krwią w tuby propagandowe władzy na skalę niespotykaną w minionym ćwierćwieczu. Chciałbym wierzyć, że kiedy się pani przy tym uśmiecha, robi to pani z nieświadomości. Ale przyznaję: słaba jest ta moja wiara.

koduj24.pl


2 Responses to Jerzy Sosnowski, 21.10.2017

  1. ~tonette pisze:

    Wydaje mi się,że w powyższym eseju ma zastosowanie taktyka wybiórczej negacji wszystkiego co nie pasi autorowi.Akurat tak się zdarzyło iż mimo postępującej sklerozy,nie dotarłem jeszcze do kompletnej demencji. Cofając się trochę więcej niz kilka lat wstecz (czyli ok 25)nie widzę różnicy pomiędzy prawdomównością b.Życia Warszawy czy Gazety Wyborczej,a obecnej tuby prawdomówności W Sieci.O ile n lat temu odtrutką było NIE Urbana „musimy” wie(ż)yć w TVN,skoro nam reżimowa nie pasuje.Czy już nie ma nikogo z włatcuf kto zrozumiałby,że to co się dzieje w polskich mendiach odbija się potężnym kopem na pogrobowcach etosu.Już teraz większość ludzi o IQ> 65 twierdzi,że wiarygodność w mendiach waha się w granicach25%,z czego 15% robią pogodynki.O dziwo spory handicap ma Polsat,który po okresie wpadki sprzed 4 lat,kiedy straszył nas czołgami rosyjskimi za Otwockiem,przestał rżnąć głupa i powtarzać wieści made in Sztab Generalny Ukrainy.
    A przecież prędzej czy później może dojść do krachu wiarygodności,czego doświadczają obydwa etosy, choć każdy z innego powodu.Nie ma to jak kabaret w którym każda strona pracuje na rzecz drugiej.Eto tolko w Polsze.
    Antek contra Grzegorz.I żadnej Lichockiej nie potrzeba,żeby się uśmiać z „naszych” nieudaczników.Chwilami
    mam wrażenie np zacięła się płyta ,i ciągle słychać głos;strzelił a nie nabił.Na koniec chciałbym wrócić do kwestii poprzedników.Otóż nie prawdą jest jakoby poprzednicy byli lepsi,lub o zgrozo prawdomówni czy obiektywni.Powiedziałbym,że byli nawet bardziej bezczelni.Zwłaszcza ci prowadzący .I nie chodzi tu o Stokrotkę,czy Cholecką gdyż taki Lis był równie wredny.Pamiętajmy więc,że mendia to nie jebajka,To je bitwa.

    • P. pisze:

      Masz kłopoty osobowościowe, które wynikają z wychowania (braku) i wiedzy (półki biblioteczne przewróciły ci sie na głowę, jak przypadkowo koło nich przechodziłeś) – klasyka, wielokroć opisana w literzturze.
      Do nauki, gościu, a nie do wydzielania smrodów, które każesz wąchać w przestrzeni internetowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS