Czarnacka, 23.12.2016

 

Agata Czarnacka

23.12.2016

Pięć powodów protestu pod Sejmem

1. Media powinny być w Sejmie

Ograniczając kontakt mediów z dziennikarzami, władza próbuje np. wyeliminować problem przecieków z procesu legislacyjnego. Tyle że nie byłoby przecieków, gdyby nie było problemów zasługujących na przeciek.

2. Arbitralne wykluczenie posła z obrad

Tym razem padło na posła Michała Szczerbę z Platformy. Mówi się, że marszałek Kuchciński bardzo szybciutko wyrzucił z siebie wymagane przez Regulamin Sejmu upominające formułki (“Do rzeczy!” “Do porządku!”), zanim (prawidłowo) zarządził wykluczenie posła z obrad. Czyli ćwiczył to wcześniej i można się spodziewać powtarzania tego motywu. Może się nawet zdarzyć, że arbitralnie wykluczonych z obrad zostanie tylu posłów, że na sali posłowie PiS będą stanowili konstytucyjne dwie trzecie.

3. Nieprawidłowo uchwalony budżet

PiS starało się przegłosować budżet dwoma blokami poprawek (zapewne jeden, opozycyjny, do odrzucenia, a drugi do przyjęcia). W ten sposób miało się rozprawić z kilkuset poprawkami w przyspieszonym tempie. Zestawianie poprawek w bloki ma sens, kiedy są jednobrzmiące (nic nie przeszkadza różnym klubom wpadać na te same pomysły), ale poprawki do budżetu były bardzo różne. Powinna się nad nimi odbyć normalna parlamentarna dyskusja, będąca wstępnym warunkiem przejrzystego wydawania pieniędzy publicznych.

4. Sfałszowanie stenogramu

Obrady w Sali Kolumnowej zostały zwołane w trybie budzącym wiele zastrzeżeń. Ustalenie, czy i jakie procedury zostały złamane, wypada zostawić prawnikom. Na pewno wiemy jednak, że w stenogramie z obrad znalazły się nieprawdziwe informacje, np. o osobach obecnych na sali, co podważa konstytucyjną zasadę sprawozdawania czynności legislacyjnych obywatelom.

5. PiS coraz gorzej reaguje na protesty

Uchwalenie prawa o zgromadzeniach, przewidującego protesty lepsze i gorsze, słynny Płot PiS-u, wszczęcie śledztwa w sprawie obywatelskiego nieposłuszeństwa pod Sejmem w piątek, 16 grudnia, a także grożenie posłom opozycji nie wróżą dobrze polskiej demokracji. W Sali Kolumnowej odebrano możliwość protestowania w obronie przyrody ekologom. A Jarosław Kaczyński na wtorkowej konferencji mówił coś o zagrożeniu terroryzmem.*

* Polska ustawa antyterrorystyczna jest jedną z najostrzejszych na świecie i zawiera m.in. zapis o “strzale specjalnym”, czyli możliwości snajperskiego “zdjęcia” osoby, która w ocenie władz szykuje się do popełnienia przestępstwa. Ustawa, która weszła w życie w lipcu br., nie precyzuje rodzaju popełnianego przestępstwa “kwalifikującego się” do “strzału specjalnego”.

 


https://www.facebook.com/roztargniony/posts/10154837165301740?pnref=story

OPZZ pisze do „Solidarności”: „Nie bądźcie bojówkami rządu”

Adriana Rozwadowska, 23 grudnia 2016

Piotr Duda

1 ZDJĘCIE

Piotr Duda (Fot. Bartosz Bańka / Agencja Gazeta / TU)

Szef „Solidarności” Piotr Duda jest coraz mocniej krytykowany. Otrzymuje wiele listów otwartych, zresztą sam też sporo ich pisze. Oś sporu? Postawa „Solidarności” wobec rządu PiS.
– To, co się dzisiaj dzieje, jest wielką hucpą (…). Otrzymuję setki telefonów: Piotr, co robimy? Przygotowujemy się do wyjścia na ulice i policzenia się. Jeżeli druga strona się chce policzyć, to się policzymy. My ich czapkami przykryjemy – tak przewodniczący NSZZ „Solidarność” Piotr Duda odniósł się 19 grudnia na antenie TVP Info do trwających od ubiegłego piątku protestów przeciwko rządowym próbom ograniczenia dziennikarzom dostępu do Sejmu i sposobowi, w jaki PiS przegłosował ustawę budżetową.

Członek do przewodniczącego

I wtedy posypały się listy. Profesor Andrzej Wiszniewski, członek „S” od 1980 roku, napisał do Piotra Dudy: „W stanie wojennym byłem sądownie skazany za kontynuację działalności związkowej, a przez następne lata represjonowano mnie na różne sposoby. Ale pozostałem wierny trwającej do dziś przynależności do Związku (…). Dziś, po Pańskich słowach, zaczynam się wstydzić znaczka związkowego. Widzę bowiem, że Solidarność przestała być związkiem niezależnym, a stała się przystawką rządzącej partii. Że nie ma Solidarności, gdy protestują górnicy i nauczyciele, gdy rozstrzyga się ustawa o zgromadzeniach, gdy atakuje się media (…)”.

Swój list napisali też przedstawiciele środowisk akademickich. „Jesteśmy głęboko zaniepokojeni niektórymi ze społecznych konsekwencji działań obecnego rządu” – zwrócili się do Dudy.

„Jestem zaskoczony i zdumiony Państwa listem. Przyznam szczerze, że przez 8 lat rządów PO-PSL czekałem na podobne wsparcie. Gdzie wtedy Państwo byliście?” – odpowiedział Duda.

Tę wymianę listów przedrukował „Tygodnik Solidarność”.

OPZZ do działaczy „S”

Kolejny list wystosowała w piątek Urszula Woźniak, przewodnicząca warszawskiej Rady OPZZ. Kieruje go nie do przewodniczącego Dudy, a do działaczy i działaczek „Solidarności”.

„Wasi przywódcy przestają interesować się losem ludzi pracy i apelują do Was o udział w manifestacjach przeciw opozycji. Czy naprawdę uważacie, że związki zawodowe powinny być bojówkami rządu? Nie idźcie tą drogą!” – apeluje Woźniak.

Przypomina, jak w 2013 r. trzy polskie centrale związkowe – „Solidarność”, OPZZ i Forum Związków Zawodowych – ramię w ramię wyszły z ówczesnego ciała dialogu społecznego, Trójstronnej Komisji do spraw Społeczno-Gospodarczych. Był to solidarny protest przeciwko pozorowaniu dialogu ze strony ówczesnego rządu PO-PSL. Potem centrale wspólnie protestowały przeciwko jego „antypracowniczej polityce”. Ale to się skończyło.

„Po ostatnich wyborach coś złego się stało z liderami Solidarności. Nagle przestali dostrzegać patologie w funkcjonowaniu państwa i przyłączyli się do rządowej propagandy sukcesu (…). Część działaczy „S” nie widzi niepokojących zjawisk na rynku pracy. Wbrew obietnicom partii rządzącej nie będzie podwyżek płac w budżetówce, nie ma walki z umowami śmieciowymi, nie ma działań na rzecz aktywizacji zawodowej czy tworzenia nowych miejsc pracy. Mamy za to niszczenie systemu edukacji i groźbę zwolnień tysięcy nauczycieli, mamy zamykanie kopalń, mamy pospieszne wymiany kadr w wielu zakładach, gdzie władza dokonuje czystek w oparciu o kryteria polityczne” – pisze Woźniak.

I przypomina: „Rolą związków zawodowych jest przede wszystkim walka o prawa pracownicze. Jako ważny podmiot życia publicznego – strona społeczna – powinniśmy też dbać o swobody obywatelskie, sprzeciwiać się różnym formom dyskryminacji i opresji, dążyć do ograniczenia nierówności dochodowych i majątkowych. Niezależnie od oceny obecnego rządu, jest o co walczyć i przeciwko czemu protestować. Apeluję do szeregowych działaczy i działaczek Solidarności, aby nie pozwolili się zwasalizować władzy (…). Nie bądźcie bojówkami rządu. Nawet jeżeli chcieliby tego Wasi liderzy”.

Duda do Bochniarz

Sam Duda zaś skierował w tym tygodniu list otwarty do Henryki Bochniarz, szefowej Konfederacji Pracodawców Lewiatan i przewodniczącej Rady Dialogu Społecznego. Bochniarz – w imieniu RDS – chciała zorganizować spotkanie Prezydenta RP oraz Marszałków Sejmu i Senatu RP, by rozmawiać o możliwych sposobach zażegnania kryzysu parlamentarnego.

Zdaniem Dudy inicjatywa Bochniarz „niepotrzebnie włącza Radę Dialogu Społecznego w bieżący konflikt partyjny”.

„Pani działania wręcz wzmacniają ten konflikt. Biorąc pod uwagę powyższe, żądam wyjaśnień dotyczących podjętej inicjatywy” – napisał Duda.

Ramię w ramię z rządem

Od roku Piotr Duda nieustannie staje w obronie rządu PiS. W maju 2015 r. kandydujący na prezydenta Polski Andrzej Duda i szef „S” podpisali umowę programową. Piotr Duda jeszcze we wrześniu brał udział w protestach przeciwko polityce rządu PO-PSL. W październiku – po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych – zniknął. A kiedy zaczął się pojawiać, przede wszystkim chwalił rząd. W lipcu 2016 r. stwierdził w TVP, że „Solidarność” „nie ma obecnie potrzeby protestować”. Kilka tygodni później zwołał wspólną konferencję prasową z wiceministrem pracy Stanisławem Szwedem. – Postulaty „S”, które przez osiem lat rządów PO i PSL nieśliśmy na sztandarach, w 100 proc. zostały zrealizowane przez rząd PiS – ocenił Duda. W kolejnych wywiadach chwalił prezydenta, rząd i w niewybrednych słowach zwracał się do jego krytyków.

opzz

wyborcza.pl

Putin na swojej konferencji mówi o Smoleńsku. Na odpowiedź Waszczykowskiego nie trzeba było długo czekać

mako, 23.12.2016

Minister spraw zagranicznych w rządzie PiS Witold Waszczykowski

Minister spraw zagranicznych w rządzie PiS Witold Waszczykowski (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

• Putin oznajmił, że wrak TU-154M nie wróci do Polski, dopóki trwa śledztwo
• Szef MSZ odpowiedział, że wrak Tupolewa powinien zostać zwrócony
• – Bez tego nie będzie poprawy relacji polsko-rosyjskich – zaznaczył.

 

Władimir Putin na corocznej konferencji prasowej wspomniał o katastrofie smoleńskiej, w której w 2010 roku zginął m.in. prezydent Lech Kaczyński. Prezydent Rosji oznajmił, że wrak TU-154M nie wróci do Polski, dopóki trwa śledztwo Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej. Minister MSZ Witold Waszczykowski odpowiedział dzisiaj, że zwrot Tupolewa jest kluczowy dla relacji polsko-rosyjskich. - Bez odzyskania polskiej własności nie jest możliwe wyjaśnienie tej najbardziej tragicznej katastrofy w dziejach Polski – zaznaczył w rozmowie z PAP i dodał, że „bez zwrotu polskiego mienia nie można wyobrazić sobie poprawy relacji polsko-rosyjckich”. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

Dowiedz się więcej:

O czym jeszcze mówił Putin na konferencji?

Prezydent Rosji od piętnastu lat spotyka się z zagranicznymi dziennikarzami na konferencjach podsumowujących rok. Putin był pytany między innymi o wybory prezydenckie w USA, relacje z Unią Europejską, plany nuklearne administracji prezydenta Trumpa i stan rosyjskiej gospodarki.

Osobne słowa do Clinton i Demokratów

- Amerykańska Partia Demokratyczna musi się nauczyć przegrywać godnie – mówił prezydent Rosji. Oświadczył, że ustępująca administracja USA próbuje zrzucić odpowiedzialność za wszystkie swoje niepowodzenia na czynniki zewnętrzne. Demokraci oskarżali Moskwę o ingerowanie w wybory prezydenckie w USA, przegrane przez ich kandydatkę Hillary Clinton. Chodziło głównie o dostarczenie demaskatorskiemu portalowi WikiLeaks tysięcy maili wykradzionych przez hakerów z serwera Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej.Moskwa uznała te zarzuty za absurdalne.


http://www.gazeta.tv/plej/19,114927,21131903.html

putin-wspomina

gazeta.pl

Słowa szefa „Solidarności” były jak nóż w serce. Nauczyciele rzucają legitymacje związku

Justyna Suchecka, 23 grudnia 2016

1 ZDJĘCIE

ADAM STĘPIEŃ

- Naiwnie liczyliśmy na pomoc, protest przeciw reformie. Pisaliśmy pisma, stanowiska. Teraz ludzie żałują, że nie wstąpili do ZNP, bierność „Solidarności” dziwi – mówią nauczyciele. I odchodzą. Nawet po 30 latach związkowej działalności.
Nauczyciele w Polsce (jest ich ok. 600 tys.) są aktywnymi związkowcami. Do działającego od 1936 r. Związku Nauczycielstwa Polskiego należy ich ponad 200 tys. Do drugiej pod względem wielkości oświatowej „Solidarności” – ok. 80 tys. Działają jeszcze w szkołach mniejsze związkowe inicjatywy.

Wysłaliście już kwiaty Zalewskiej?

Za rządów PO-PSL dwa największe związki potrafiły łączyć siły. Np. gdy resortem edukacji kierowała Joanna Kluzik-Rostkowska, sceptyczna wobec Karty nauczyciela (w jednym z wywiadów porównała ją do grzyba na ścianie) i podkreślająca, że nie ma szans na podwyżki. W 2015 r. ZNP i „S” maszerowały ulicami Warszawy ramię w ramię – 20 tys. ludzi krzyczało „Joanna robi nas w balona”.

Po zmianie rządu obu największym związkom zrobiło się nie po drodze. W pokojach nauczycielskich na początku często szeptano, że lepiej zapisać się do „S”, bo im bliżej do rządu, więc „ich” nauczyciele będą bezpieczni.

Dziś na profilu Facebooka „S” jest wiele krytycznych komentarzy, np.: „Nie ma dwunastomiesięcznego czasu nieczynnego, nie ma mniej licznych klas, nie ma wcześniejszych emerytur dla nauczycieli. Co wy na to? Czy wysłaliście już kwiaty z gratulacjami do Zalewskiej?” Ktoś inny dopytuje: „Kiedy przeciwstawicie się tej pseudoreformie?”.

Wielu nauczycieli czuje rozczarowanie ostatnimi wypowiedziami Piotra Dudy, przewodniczącego „Solidarności”. 19 grudnia na antenie TVP Info komentował protesty przed Sejmem: – To, co się dzisiaj dzieje jest wielką hucpą. Jeśli druga strona myśli, że będziemy się temu biernie przyglądać, to się myli. Otrzymuję setki telefonów: Piotr, co robimy? Przygotowujemy się do wyjścia na ulice i policzenia się. Jeżeli druga strona się chce policzyć, to się policzymy. My ich czapkami przykryjemy – powiedział.

Po tych słowach związkową legitymację oddała m.in. Zofia, nauczycielka z Małopolski. – To dla mnie trudne, działałam w „S” jeszcze przed 1989 r. Słowa szefa o protestujących obywatelach są jak nóż w serce.

Centrala nie widzi, regiony piszą

Ale kluczowe są pomysły minister Anny Zalewskiej, w szczególności likwidacja gimnazjów. ZNP na jej rewolucję kategorycznie się nie zgadza.

MEN twierdzi, że zwolnień nie będzie, jednak w nowych przepisach jest sporo zapisów dotyczących utraty pracy – np. przesuwania nauczycieli w stan nieczynny (po zwolnieniu przez pół roku dostają pensję)). ZNP wyliczyło, że pracę może stracić po likwidacji gimnazjów nawet 37 tys. nauczycieli. Z organizacjami pozarządowymi Sławomir Broniarz, prezes ZNP stworzył koalicję „Nie dla chaosu w szkole”. I szykuje się do strajku generalnego.

Co innego „S” i bliskie jej inicjatywy związkowe.

Wolny Związek Zawodowy „Solidarność-Oświata”, którym kieruje Sławomir Wittkowicz, już w październiku wydał oświadczenie: „Akcja ZNP jest motywowana głównie politycznie i jest w interesie PO, Nowoczesnej, KOD – partii i organizacji, które nie działają w interesie nauczycieli i pracowników oświaty. Należy przypomnieć, że przez poprzednie dwie kadencje rządząca koalicja PO-PSL dokonała zrujnowania sektora edukacji publicznej. Politycy PO i Nowoczesnej nie ukrywają, że są zwolennikami likwidacji Karty nauczyciela oraz faktycznej likwidacji związków zawodowych”

Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” pod wodzą Ryszarda Proksy jeszcze w listopadzie informowała, że nie jest usatysfakcjonowana z pakietów osłonowych, które proponuje rząd. Ale w czasie wielogodzinnych komisji sejmowych jej przedstawiciele nie garnęli się do zabierania głosu. Proksa atakował opozycję: – To państwu udało się zniszczyć system edukacji.

We wrześniu, gdy ZNP było już w ostrym konflikcie z Zalewską, Proksa mówił: – Nie wiem, skąd ten chaos i bałagan, skoro jeszcze nic się nie stało, a wszystko jest logicznie poukładane.

Centrala nie widzi tego, o czym ostrzegają nawet regiony „S” – że nauczyciele się boją. Szczegółowe analizy przedstawiał np. Wojciech Książek, szef sekcji gdańskiej, który w latach 90. pomagał ministrowi Mirosławowi Handkemu tworzyć gimnazja. W jednej z takich opinii lokalnej „S” czytaliśmy m.in. „Naszym zdaniem niezbędne jest odroczenie wprowadzenia reformy ustroju o rok. (…) Pozwoli to na rozłożenie prac związanych z wprowadzaniem reformy oraz związanych z tym kosztów na dłuższy okres, (…) umożliwi też dokładniejsze rozeznanie liczby nauczycieli, którzy mogą być zwolnieni w związku z reformą oraz z powodu niżu demograficznego”.

Wybraliśmy zły związek

- Solidarność od początku zmian w oświacie niewiele zrobiła dla nauczycieli. Nie popierała protestów, dogadywała się z minister Zalewską – mówią mi nauczyciele. I coraz głośniej jest o przypadkach odejść z „S”.

Mariusz Sokołowski, nauczyciel z gimnazjum w Wasilkowie w „S” był przez 4 lata. Szalę goryczy przelała manifestacja w Warszawie, którą ZNP zorganizowało w listopadzie. – Wybrałem się na nią jako członek „Solidarności” – tłumaczy. W jego szkole – oprócz samego Sokołowskiego – ze związku odeszły ostatnio dwie osoby.

Odeszła też z „S” Renata, nauczycielka licealna z Dolnego Śląska. W związku była od ponad 30 lat. Przez cztery była nawet przewodniczącą komisji międzyzakładowej. – W moim odczuciu związek przestał spełniać swoją rolę. Nie reprezentuje interesów nauczycieli, za to uwikłał się politycznie – tłumaczy. – Nie jestem zwolenniczką reformy, a związek pozostaje głuchy na głoś środowiska – dodaje.

W gimnazjum w Luboniu koło „Solidarności” powstało w tym roku szkolnym, liczy kilkanaście osób. – I już wiemy, że zdecydowaliśmy się wstąpić do złego związku – mówi jeden z nauczycieli. – Naiwnie liczyliśmy na pomoc, protest przeciw reformie. Pisaliśmy pisma, stanowiska. Teraz ludzie żałują, że nie wstąpili do ZNP, bierność „S” jest zadziwiająca.

Jego gimnazjum zdobyło tytuł „Wielkopolskiej szkoły roku”. W szkole działa 17 klas, w tym dwujęzyczne, z rozszerzoną matematyką, sportowe. – My już się pogodziliśmy z tym, że fantastyczny zespół nauczycieli zostanie rozbity – mówi rozgoryczony.

Są też nauczyciele, którzy odchodzą z ZNP. – Jestem za wydłużeniem liceum do czterech lat, w trzy nie jesteśmy w stanie dobrze przygotować uczniów do studiów – mówi Anna z Wielkopolski. – Byłam w ZNP, bo poprzednie rządy krytykowała słusznie i reprezentowała nasze sprawy. Nowemu nie dała kredytu zaufania, więc nie chcę tego firmować.

Broniarz mówi, że nikogo na siłę trzymać nie będzie, a nauczyciele myśląc o reformie, muszą brać pod uwagę wszystkie szkoły, nie tylko te, w których sami pracują. Bo jeżeli środowisko da się podzielić, tym gorzej dla niego. – Każdego roku na emeryturę przechodzi ok. 12 tys. naszych członków, ale w tym roku związek „zmniejszy się” tylko o 3 tys., bo zapisało się do nas 9 tys. nowych osób. Wśród nich wielu młodych nauczycieli – mówi „Wyborczej”.

W tym tygodniu poinformował, że ZNP rozpoczyna procedurę sporu zbiorowego. To oznacza, że w marcu może dojść do strajku generalnego w oświacie, ale już wcześniej mogą strajkować szkoły w różnych miejscach w Polsce. Zarząd ZNP będzie się domagał dwóch rzeczy: wycofania ustaw oświatowych i zwiększenia nakładów na edukację.

slowa

wyborcza.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS