Duda (22.08.2015)

 

Referendum jak koncert życzeń

Jarosław Kurski, 22.08.2015

Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński

Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

Polityczny makiawelizm – zasada, że cel uświęca środki – zdewaluował ważną instytucję polskiej demokracji. Pamiętamy wzniosłe chwile narodowej jedności, gdy 7 i 8 czerwca 2003 r. decydowaliśmy o akcesji do Unii Europejskiej. Teraz referendum kojarzyć się będzie z Kukizem, Piotrem Dudą, małżeństwem Elbanowskich i leśnikami.

Dla wielu wyborców Bronisława Komorowskiego jego nagła decyzja o rozpisaniu na 6 września referendum była niemiłym zaskoczeniem. Uzasadniały ją wysoki wynik Pawła Kukiza i jego hasła o JOW-ach w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Wyborcza motywacja tego kroku była niezaprzeczalna. Zresztą Komorowski bardziej sobie tym posunięciem zaszkodził, niż pomógł. PiS tę decyzję krytykował i w tej krytyce był wiarygodny. Do czwartku. Wtedy to prezydent Duda zarządził swoje referendum 25 października. Jak na prezydenta „wszystkich Polaków” odmieniającego słowo „wspólnota” na wszelkie sposoby to ruch dyskredytujący i odbierający złudzenia ostatnim naiwnym. Andrzej Duda zaczyna swą kadencję od naśladowania poprzednika. Tylko dlaczego powtarza jego błędy? I w dodatku je pogłębia, czyniąc z referendum koncert życzeń?

O ile Komorowski swą decyzją wprawił Platformę w zakłopotanie, a postawione przez niego pytania dotyczą ustroju państwa, o tyle Duda nie kryje, że gra w orkiestrze Prawa i Sprawiedliwości. Oczywistą intencją jego pytań jest narzucenie pisowskiej agendy kampanii wyborczej. Chodzi o zdezawuowanie dokonań PO: fundamentalnej reformy emerytalnej i reformy dotyczącej sześciolatków. Pytanie o lasy to czysta groteska. Dwa lata temu PiS głosował przeciw zapisaniu w konstytucji zasady o zakazie prywatyzacji lasów. Dziś straszy ludzi, że ktoś im odbierze drzewa. A dlaczego nie jeziora, rzeki albo pas wód przybrzeżnych?

Prezydent Duda przynajmniej do 25 października zgodnie z wyborczą strategią PiS będzie pojednawczy w słowach, ale partyjny w czynach. Będzie jeździł po Polsce, opowiadał o „wspólnocie” i „dziękował za wybór”. Przyjmować będzie przedstawicieli kolejnych grup interesów wraz z nieodłączną Beatą Szydło, kandydatką PiS na premiera. Dla premier Ewy Kopacz prezydent nie znajdzie czasu. Jest dla niego trędowata, tak jak trędowaty dla PiS był Bronisław Komorowski i jest Donald Tusk.

Andrzej Duda działa jak karny żołnierz prezesa Kaczyńskiego, dla którego najważniejszym zadaniem jest teraz zwycięstwo jego partii, tak by zyskać większość konstytucyjną i rządzić Polską niepodzielnie.

kurskiAndrzejDuda

wyborcza.pl

I niczego już nie będzie, czyli prawa człowieka w konstytucji PiS-u

Ewa Siedlecka, 22.08.2015

Prezes PiS Jarosław Kaczyński

Prezes PiS Jarosław Kaczyński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Bez zakazu dyskryminacji, wolności prasy, równego dostępu do służby zdrowia. Za to z prowokacją policyjną podniesioną do rangi wartości konstytucyjnej.

Marek Borowski („PiS chce demokratury”, „Wyborcza” z 18 sierpnia) opisał część polityczną projektu konstytucji PiS-u z 2010 roku. Nie mniej interesująca jest część dotycząca praw i wolności człowieka.

Jednostka przestaje być wartością samą w sobie. Zamiast dzisiejszego zapisu, że „RP zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela”, mówi się o zapewnieniu „rozwoju osoby we wspólnocie narodowej”. Władza dostaje nieograniczoną możliwość ograniczania wolności i praw. Dziś katalog powodów, dla których można je ograniczyć, jest zamknięty: dla ochrony „bezpieczeństwa lub porządku publicznego bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej albo wolności i praw innych osób”. PiS proponuje katalog otwarty.

Z konstytucji znika zakaz dyskryminacji, pozostaje jedynie równość wobec prawa.

Gwarantuje się za to prawo do życia: „od poczęcia do naturalnej śmierci”. Czy lekarz będzie mógł leczyć, jeśli „naturalną” konsekwencją konkretnej choroby będzie śmierć? Czy będzie mógł leczyć ludzi starych?

Osobę, która „ze względu na zaburzenia psychiczne stwarza zagrożenie dla życia, zdrowia lub nietykalności cielesnej innych osób”, można poddać „zabiegom medycznym zmniejszającym to zagrożenie”. A więc nie tylko podawać siłą zmulające leki, ale też stosować lobotomię czy kastrację. A więc działanie na szkodę zdrowia pacjenta, i to wbrew jego woli.

Znika prawo do azylu i statusu uchodźcy. Dziś są prawem konstytucyjnym. Według konstytucji PiS-u te prawa jedynie „mogą” – zatem nie muszą – „wynikać z ustawy”. Unia może więc sobie uchwalać kwoty uchodźców na poszczególne państwa. My powiemy, że nasza konstytucja tego nie przewiduje, a ona jest ponad unijnym prawem.

Rodzina zyskuje „własne, niezbywalne prawa” – choć nie wiadomo jakie. Znika podmiotowość dziecka. Staje się ono własnością rodziców, którzy już nie muszą, jak dziś, uwzględniać stopnia jego dojrzałości, pytając o zdanie w sprawach sumienia i wyznania.

Zabezpieczeniem przed pomysłami legalizacji związków partnerskich jest zapis: „władze publiczne nie regulują spraw par niemałżeńskich ani nie prowadzą ich ewidencji”.

Znika wolność prasy. I równy dostęp do publicznej służby zdrowia, niezależnie od sytuacji materialnej. Za to konstytucyjnym prawem staje się lustracja. I będzie można wyrugować z funkcji publicznych byłych członków PZPR i ludzi związanych z „aparatem przymusu” PRL-u.

Znika pojęcie sprawiedliwości społecznej, zastępuje ją „solidarność”.

Najważniejszym zadaniem władz publicznych staje się „ochrona obywateli przed zamachami na ich życie, zdrowie, wolność i mienie”. A także „bezwzględne zwalczanie lekceważenia prawa i nadużywania władzy”. Tak więc prowokacje w stylu „afery gruntowej” i prewencyjne testowanie odporności funkcjonariuszy i urzędników na niemoralne propozycje zyskują umocowanie w konstytucji. Do tego przestępstwa urzędnicze zrównuje się ze zbrodniami wojennymi i komunistycznymi: nie podlegają przedawnieniu.

Preambuła konstytucji zaczyna się od słów: „W imię Boga wszechmogącego”, i nie przewiduje już miejsca dla „osób niepodzielających tej wiary”. Odwołuje się wyłącznie do „tysiącletnich dziejów związanych z chrześcijaństwem”, więc przez ten pryzmat trzeba interpretować zasadę, że wyznania są „równouprawnione”. Z przepisu dotyczącego nauczania religii w szkołach znika zastrzeżenie, że nie może to naruszać wolności sumienia i wyznania innych osób. A z przepisu gwarantującego wolność sumienia i wyznania znika zakaz przymuszania do udziału w praktykach religijnych. Skończą się więc dywagacje kapryszących ateistów i innowierców, że ich dzieci przymusowo zabierane są przez szkoły na rekolekcje, a żołnierze na rozkaz uczestniczą w mszach będących oprawą uroczystości państwowych.

Nie ma też zakazu przymuszania do ujawniania własnych przekonań. A więc na szkolnym świadectwie czy w dowodzie osobistym może się pojawić rubryka „wyznanie”.

Znikną debaty, czy w Sejmie, urzędzie, na posterunku policji, a może i w sądach, może wisieć krzyż, bo „obywatele mają prawo do ochrony obecności symboli (…) religijnych istniejących w sferze publicznej zgodnie z miejscowymi zwyczajami”. Ponieważ preambuła konstytucji sławi tysiącletnie chrześcijańskie dzieje Polski, nie ma wątpliwości, że ich obecność to tradycja.

Na deser: sędziowie tracą gwarancję nieusuwalności, a sądy – niezależności. Za to sędziowie i prokuratorzy będą mogli też zasiadać w parlamencie i należeć do partii politycznej (znika zakaz). Podobnie z rzecznikiem praw obywatelskich, który przestaje być niezależny i traci immunitet i przymiot nieodwoływalności.

Obywatelu, śpij spokojnie. PiS czuwa.

preambułaKonstytucji

wyborcza.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS