Passent, Celiński, 13.08.2016

 

Europa sobie – Polska sobie

Daniel Passent, 13.08.2016

Ale dowcip! Guy Verhofstadt (były premier Belgii, eurodeputowany, przewodniczący frakcji liberałów w Parlamencie Europejskim) ma poczucie humoru.

W rozmowie z „GW” sugeruje, by prezes Kaczyński wycofał się z błędu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. „To nic strasznego zmienić zdanie, przyznać się” – mówi belgijski polityk. Sam kilkakrotnie tak postąpił i nigdy nie żałował. Przeciwnie – potem czuł się lepiej.

Jednak pomiędzy Kaczyńskim a Verhofstadtem jest różnica – ten pierwszy nigdy nie przyznaje się do błędu. Nawet kiedy weteranom powstania warszawskiego wciska się na siłę apel smoleński, Kaczyński bez zmrużenia oka obserwuje, jak Macierewicz przyciska 90-letnich weteranów i jak niektórzy z nich nawet po „kompromisie” nie mogą się z tym pogodzić.

Verhofstadt nie tylko żartuje. Mówi on, że Unia Europejska w obecnym wydaniu nie działa. Przede wszystkim dlatego, że jest oparta na zasadzie konsensu, jednomyślności. To zresztą przypomina zgubną dla Polski zasadę liberum veto. „To z tego powodu – przypomina belgijski polityk – polska zniknęła kiedyś z mapy Europy”. Dzisiaj, oparta na niekończących się uzgodnieniach i na zasadzie jednomyślności, nie jest w stanie funkcjonować, nie jest w stanie działać skutecznie po Brexicie, a za Wielką Brytanią mogą pójść inne państwa. Fala nacjonalizmu i egoizmu narodowego jest wysoka. Może zmyć Unię Europejską. Jeżeli po Brexicie UE się nie zmieni, nie postawi się twardo wobec Wielkiej Brytanii (wolny przepływ ludzi, towarów, kapitału i wartości), to może się cofnąć do etapu wspólnego rynku i ewentualnie wspólnego funduszu strukturalnego. Byłaby to klęska idei europejskiej w obecnym wydaniu.

Paradoks europejsko-polski polega na tym, że o ile w zjednoczonej Europie obowiązuje jednomyślność, czyli muszą się zgodzić wszyscy (!), wszystkie kraje członkowskie, to w Polsce nie musi się zgodzić nikt (!), wymagana jest zgoda tylko jednego człowieka – prezesa Kaczyńskiego. Kaczyński decyduje o wszystkim – od wskazania kandydata na prezydenta i premiera, obsady TVP i mediów narodowych, po dobór ministrów i prezesów spółek, a przede wszystkim po Trybunał Konstytucyjny, prawo i sprawiedliwość.

Wybitni prawnicy, Andrzej Zoll, Jerzy Stępień, mówią, że Polska już nie jest państwem prawnym, konstytucja jest tylko na papierze, gdyż działanie Trybunału zostało sparaliżowane. Kaczyński grozi, że trzeba będzie przyjąć takie rozwiązanie, które zmusi Trybunał do „podporządkowania się konstytucji”. Po ośmieszeniu parlamentarnej komisji „ekspertów” prof. Majchrowskiego (której uwagi nie zostały nawet wzięte pod uwagę) prezes Kaczyński pokazał, kto tu rządzi.

Unia Europejska jest sparaliżowana, ponieważ liczy się każdy głos. Polska demokracja – odwrotnie, jest sparaliżowana, ponieważ liczy się głos tylko jednego człowieka. Ma to coraz mniej wspólnego z demokracją. Im więcej ludzi to zrozumie – tym lepiej. Dlatego nie możemy milczeć.

europa

passent.blog.polityka.pl

Tracimy właśnie wszystko, co zdobyliśmy

Andrzej Celiński, 13.08.2016

Co się stało?

Od połowy lat 70. XX wieku, jeszcze za tzw. komuny, po mniej więcej przełom pierwszej dekady XXI wieku – zmieniając radykalnie paradygmat polityki, w epoce, którą za Janem Widackim będą może przywoływać jako tę, w której sens zastąpił mit – wywindowaliśmy się z europejskich peryferii prawie do samego jądra Europy. Wyrośliśmy ponad kraje porównywalne najnowszą historią i okolicznościami startu w 1989 r. Nigdy wcześniej tak szybko tak wiele nie działo się z nami dobrego. Nigdy nie mieliśmy tyle jako państwo.

Najpierw w jego traktatowo opisanym i realną polityką realizowanym systemie bezpieczeństwa. Jestem dumny z tych prawie 2 proc. PKB przeznaczanych na armię i jestem szczęśliwy z dobrego sąsiedztwa Niemiec i z NATO. Choć kiedy świat znów jest podpalany (czy nie i u nas także?), można czuć się prawdziwie bezpiecznie? Jestem też dumny z pozycji Polski, wyższej niż jej realne aktywa. Pomogły nam kryzysy: w Hiszpanii, Grecji, Portugalii, częściowo i we Włoszech. Pomógł nam deficyt przywódców. Pomogło nam zagubienie się Europy.

Ale gdybyśmy nie osiągnęli tyle, ile sami osiągnęliśmy, wysiłkiem i mądrością (finanse publiczne odpowiednio zabezpieczone w konstytucji, jak znalazł w 2008 r.), nie mielibyśmy tego, co mamy. Bronisław Geremek, którego twarz dla wielu decydujących o świecie polityków była twarzą Polski. Jerzy Buzek jako speaker Parlamentu Europy. Donald Tusk. Gdyby nie drużyna, w której grali, ich by w Europie nie było. Gdyby nie dobra perspektywa w gospodarce, kultura przywódców i reprezentantów (Mazowiecki, Skubiszewski, Geremek, Kwaśniewski, Kułakowski, Grela, Truszczyński, Prawda, Koźmiński i wielu innych, pamiętana też w Europie i w Świecie mądrość Wałęsy). Ale i teatr, poezja, reportaż, muzyka, plastyka.

Prawdziwa wartość i skromność, którą buduje wielkość sztuki polityki i kultury na tyle wielka, że nie popada w kompleksy. W konkurencji PiS i „narodowcy” z resztą Polski to jest prawdziwa różnica.

Mamy też sukces liczony zgrubnymi wskaźnikami gospodarczymi. Żadna europejska gospodarka nie rosła w takim tempie. Ani czeska, ani słowacka, ani węgierska. Ma to wpływ na długość życia Polaków i na komfort ich życia.

Polska jest w ruinie? Naprawdę? Wobec czego? Wobec kogo? Tak, wobec Francji Polska jest w ruinie. Ale czy ta ruina głębsza od tej sprzed 25 lat? Czy płytsza? Na ile głębsza? Jak płytsza? A co z innymi porównaniami: Ukrainą, Rosją? Marudom zalecam roczniki statystyczne. I czyste oczy.

Dlaczego demokracja więc przegrywa? Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość zwycięża?

Najpierw dlatego, że demokraci zachłysnąwszy się własnym sukces, uwierzyli, że z tego, ze kraj rośnie, wynika, że każdy jego mieszkaniec rośnie. A to jest nieprawda. Jest przeciwnie. Jeśli Warszawa staje się europejskim średniakiem pod względem dochodów jej mieszkańców, to ci warszawiacy, których przychody są stałe (na przykład emeryci), biednieją. Ceny usług rosną. To jest bardzo proste. Nigdy nie usłyszałem tego z jakichkolwiek neoliberalnych ust. Ani Balcerowicz, ani Buzek, ani Tusk. Milczeli w sprawie podziału owoców sukcesu we wszystkich znanych i nieznanych sobie językach. Chyba że bronili warstw uprzywilejowanych.

Oni otworzyli szeroko wrota: demagogom, populistom, złoczyńcom. Odnotować tu trzeba, niestety, kompromitację zorganizowanej lewicy, SLD. Miał szansę odmiennej, własnej, lewicowej opowieści o obowiązkach rządu. Wybrał, kiedy uzyskał narzędzia władzy, podlizywanie się liberałom. Zabrakło rzetelnej alternatywy. Biję się w swoje własne piersi. Byłem przez długi czas wiceprzewodniczącym tej partii. Poglądy miałem swoje, nawet je komunikowałem, ale lojalność zwyciężyła. Największy błąd życia. Wcześniej należało odejść. Ale – dla rzetelności relacji poglądów – trzeba było też wcześniej tam przyjść. Nie zważając na polskie rowy. Na grymas Wałęsy, Geremka, „Gazety”.

Do dzisiaj dla polityków PO – PiS bliższy im niż lewica. Jak za Rokity. Żadne doświadczenie, nawet tabuny peerelowskiej hołoty w PiS nie zmienia ich perspektywy.

Co się stanie?

Przegraliśmy Polskę. Od tego trzeba zacząć. Jakieś czterdzieści lat, od 1976 r., udawało się nam oszukiwać Polaków, Europę i Świat, że Polska jest taka jak ówczesny otwarty na człowieka Kościół, jak Komitet Obrony Robotników, jak „Tygodnik Powszechny”, jak warszawski Klub Inteligencji Katolickiej, jak miesięcznik „Więź” z jego czytelnikami.

Tymczasem Polska to „Fakt”, „Superekspres”. Tymczasem Polska to też Moczar, Filipski, Pietrzak i Jurczyk. Polska dzisiaj to PiS. To dzisiaj Rydzyk, Głódź i Pacyfik (czego?) Dydycz. PiS najpierw znajdzie wroga. Nie swojego wroga, tego już ma. PiS zaoferuje wroga każdemu chcącemu, każdemu wyczekującemu usprawiedliwienia tego, że nie ma tyle, ile chciałby (a każdy chyba chciałby mieć więcej, niż ma). Będzie pielęgnować tego wroga. Będzie aktualizować jego grzechy. Będzie zarządzać zawiścią i nienawiścią. To jest istota PiS. Trafnie współpracująca z tą częścią Polski, która jest taka jak oni.

Będą karać inaczej myślących. Niekoniecznie więzieniem. Będą karać grzywnami. Dla takiego jak ja – znają moje finansowe możliwości – tylko 5 tysięcy. Dla Michnika – 150. Dla krajowej gazety – pół miliona. Dla „wrażej” telewizji półtora miliona. Przeciwnicy tej dobrej zmiany wymiękną. Ja nie wymięknę. Tacy jak ja, jak Michnik sczeźniemy. Niektórzy umrą wcześniej. Wielkie media wymiękną. Dochody z reklamy! Omnipotencja państwa. Jeden wódz, jedna dobra partia (czy PO taką dla wielu jej dostojnych gości świadomie nie była?), jeden przekaz i komentarz.

Europa, czyli Niemcy, Holendrzy, Duńczycy, Francuzi – z różną intensywnością pokomentują, powspółczują, wzruszą ramionami i zajmą się sobą. My pozostaniemy z PiS. I z królową sklepu mięsnego. Gospodarce Kaczyński dobrze nie zrobi.

Na marginesie – bawi mnie przez łzy zachwyt tym jego od gospodarki gościem – Morawieckim.

Co robić?

Nic poza absolutnie pełnym zjednoczeniem DEMOKRATÓW w perspektywie 2018, 2019 i 2020 r. Dziś to już sprawa honoru, a nie polityki. Nie wiem, czy każdy z przywódców PO, PSL, N+ to rozumie. Ale KOD powinien. O tym już pisałem.

Przypomnijcie sobie to, co tu, w 2019 r. Będzie za późno. Ale po polsku.

tracimy

celinski.blog.poliyka.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS