Andrzej Karmiński, 19.11.2017

Polski Kościół bezradny?

Czy ten interes z rządzącymi opłaca się Kościołowi? Pod względem uzyskiwanych korzyści materialnych i rosnącej satysfakcji ze współrządzenia – możliwe, że tak…

Muszę przeprosić za fałszywe tezy, które głosiłem niedawno w felietonie pod mylącym tytułem „Rozdział państwa od kościoła to dziś fikcja”. Minęły ledwie dwa tygodnie i okazało się, że Polska wcale nie jest katolicka, a Kościół nie ma u nas nic do gadania. Bo gdyby Polska była katolicka, to dzisiaj w przestrzeni publicznej nie dominowałyby przecież treści sprzeczne z podstawowymi nakazami Ewangelii, na czele z przykazaniem miłości bliźniego. A gdyby Kościół miał w Polsce coś do powiedzenia, to by się odezwał natychmiast, już następnego dnia po Święcie Niepodległości. Krzyknąłby wielkim i wspólnym głosem wszystkich hierarchów, a nie jedynie odezwał się słabo słyszalnym szeptem kilku Sprawiedliwych. Na wszystkich mszach czytany byłby list Episkopatu, wyrażający oburzenie zatrudnianiem Pana Boga do firmowania ksenofobii, nacjonalizmu i faszyzmu. Hierarchowie przypomnieliby dobitnie, że rasizm prowadzi do holokaustu, a oszalały patriotyzm kończy się hekatombą wojny. Gdyby Kościół katolicki w Polsce był naprawdę silny, to ogłosiłby polityczną infamię ludzi, którzy mienią się katolikami pierwszego sortu, sprzeniewierzając się równocześnie podstawowym nakazom Ewangelii.

„A temu, kto doprowadził do złego jednego z tych małych, którzy wierzą, lepiej by było, żeby mu przywiązano kamień młyński do szyi i wrzucono w morze” (Mk 9,42)

Jest oczywiście także inne, bardziej serio wyjaśnienie bezradności Kościoła wobec jaskrawych przejawów lekceważenia podstawowych prawd wiary katolickiej i deptania jej fundamentalnych praw. Takie mianowicie, że polski Kościół z wolna przestaje być katolicki, a coraz liczniejsi jego reprezentanci to tzw. „niewierzący praktykujący”, czyli funkcjonariusze Kościoła zafascynowani karierą biznesmena Rydzyka – księdza, którego powołanie uległo potędze mamony i władzy.

Przy milczącej akceptacji ks. Romana Kneblewskiego, odprawiającego mszę w warszawskim kościele św. Barbary, wierni (!) wywlekli z kościoła działaczkę Obywateli RP Gabrielę Lazarek, której jedyną winą było to, że miała transparent ze słowami Jana Pawła II : „Rasizm to grzech, który stanowi wielką zniewagę Boga„. Uczestnicy patriotycznej mszy rzucili się na nią, przewrócili, wzięli jak worek ziemniaków i wyrzucili na schody przed kościołem. Inni religijnie wzmożeni bandyci – ludzie, którzy zapewne posiadają mózg, ale gdzieś na trasie marszu zgubili instrukcję jego obsługi – poturbowali, skopali i opluli grupę kobiet protestujących przeciw pochodowi nacjonalistów. Komentując to wydarzenie w wielu kościołach, zamiast słów sprzeciwu wobec bandyckich zachowań, pytano z ambon – czemu te kobiety stawały naprzeciw patriotycznym tłumom, które spokojnie szły z Bogiem na transparentach? Czego się spodziewały owe beztroskie niewiasty? – słyszeliśmy też z ust polityków PiS i hierarchów dziecinnie proste pytanie. Odpowiedź też jest równie prosta: otóż te odważne kobiety nie spodziewały się bynajmniej, że narodowcy na ich widok zawrócą, a troglodyci brylujący w szeregach marszu niepodległości zwiną faszystowskie emblematy oraz przeproszą za brzydkie słowa i obelgi. Spodziewały się natomiast przyzwoitej i rozumnej refleksji tych, którzy dziś pytają je, czego się spodziewały po swoim ryzykownym proteście.

Niedawno abp Marek Jędraszewski oskarżył z ambony opozycję, że jest „morderczą czerwoną zarazą”, a ludzie walczący z przemocą wobec kobiet oraz popierający prawa transseksualistów i niepłodnych małżeństw – są jak stalinowcy, którzy chcą, by Polacy „legli pokotem”. Abp Leszek Głódź napomina, że „dobry polityk nie powinien lekceważyć Kościoła”. Ojciec PiS-owskiego ludu Tadeusz Rydzyk wyjaśnia: „Prawo? Hitler też prawo ustanawiał”, a komentując karę, jaką otrzymał kiedyś za nielegalną reklamę, redemptorysta mówi wprost: „Mnie, jako katolika, prawo nie obowiązuje”… – sugerując, że jeżeli katolikowi prawo w Polsce się nie podoba, to nie musi go przestrzegać. Uprawnione staje się więc pytanie, w jakim stopniu nasz Kościół wychowuje, a w jakim demoralizuje? Bo bez wątpienia w demoralizacji uczestniczy. Potwierdza, że dobry katolik może nienawidzić bliźniego jak Kaczyński, może kłamać jak Ziobro, szczuć jak Błaszczak, oszukiwać jak Szydło, deptać prawo jak Duda i dowolnie obrażać oponentów, z pełną akceptacją tych dostojników kościelnej wierchuszki, którzy nie wiedzą, że w Piśmie Świętym nie ma niczego, co zapisano drobnym druczkiem.

Od dwóch lat pogłębia się symbioza Kościoła i władzy państwowej. Wyraźnie widać, że Prezes i jego funkcjonariusze zostali wyłączeni spod krytyki Kościoła i spod jurysdykcji jego przykazań. Pod sztandarami „dobrej” zmiany i pod znakiem krzyża w każdym państwowym urzędzie, obecni władcy Polski mogą do woli głosić fałszywe świadectwa, pożądać nienależnych zaszczytów, zawłaszczać doczesne dobra, odbierać innym przyrodzone prawa i siać ziarna nienawiści, które owocują plemienną wojną polsko-polską. Mogą ignorować wskazania papieża, który nawołuje rządzących do skromniejszego życia, umiaru i poświęcenia. Mogą nawet lekceważyć historyczne wezwanie Jana Pawła do integracji z krajami Europy („Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”), obrażając wszystkich partnerów i powoli wycofując Polskę ze wspólnoty. Mogą wszystko – bo legitymizuje ich polski Kościół. Ich wspólnym zdaniem Polska musi być tak dalece niepodległa, że nie podlegająca również nakazom prawa, wskazaniom zdrowego rozsądku ani ocenie świata zewnętrznego. Ci ludzie kompromitują Polskę, kompromitują Kościół i sami kompromitują się tak, że właściwie powinni siebie pozwać o zniesławienie.

…polski Kościół z wolna przestaje być katolicki, a coraz liczniejsi jego reprezentanci to tzw. „niewierzący praktykujący”…

Taka jest cena, którą Kościół płaci za rosnący udział w życiu publicznym, za przekazywane mu dotacje i materialne dobra oraz za możliwość ogarnięcia wpływem niemal wszystkich polskich dzieci i całej młodzieży. Czy ten interes z rządzącymi opłaca się Kościołowi? Pod względem uzyskiwanych korzyści materialnych i rosnącej satysfakcji ze współrządzenia – możliwe, że tak. Ale z punktu widzenia zasadniczych celów i misji ewangelicznej Kościoła – na pewno nie. Bo niemal wszyscy bogobojni kibole, katoliccy narodowcy, homofobi i nacjonaliści spod znaku krzyża, wszyscy młodzi ludzie, którzy w marszu niepodległości domagali się Boga i którzy ostentacyjnie kompromitowali polski katolicyzm, ukończyli właśnie lub za chwilę ukończą pełny program nauki religii. Program kompletny, pieczołowicie przygotowany przez teologów i katolickich pedagogów, akceptowany przez hierarchów i rzetelnie realizowany przez wybranych ludzi Kościoła.

Andrzej Karmiński

PS. „A temu, kto doprowadził do złego jednego z tych małych, którzy wierzą, lepiej by było, żeby mu przywiązano kamień młyński do szyi i wrzucono w morze”. (Mk 9,42)

koduj24.pl



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS